Dziennikarz albo wydawca uznał, że widz jest głupi i sam nie dostrzeże kłamstw prezydenta USA Donalda Trumpa? No cóż... Wiadomo, media mają wrodzoną mądrość i prawdomówność, dlatego zdecydują co masz usłyszeć, zobaczyć i wiedzieć. Każdy z dziennikarzy to przecież wzorzec z Sevres.8
Nagranie z lipca 2019 roku.
Tak powstawał jeden z odcinków serialu Sylwestra Latkowskiego "Przykrywkowcy. Podwójna gra”, zrealizowanego dla CANAL+
Wszyscy, którzy dotykali sprawy Ziętary, choćby pobieżnie, zdawali sobie sprawę, że w tle są służby. Środowisko dziennikarskie występowało, by w tej sprawie odtajnić materiały służb. Tak, jak zrobiono w sprawie śmierci gen. Papały, gdy grupie śledczej pozwolono zapoznać się z materiałami służb. Dopóki to samo nie będzie zrobione w sprawie Ziętary, będziemy opierać się jedynie na czyichś relacjach, że ktoś komuś coś powiedział.
Pamiętacie Eisa-a? Odnalazłem ostatnio zdjęcia z planu teledysku Eis-a „Najlepsze dni” na pewno wejdą do filmu „Blokersi 2”. Zrealizowałem go w roku 2003. Pamiętam, że nie obyło się bez interwencji policji na planie, co oczywiście wykorzystałem w teledysku. Może tak zacznie się film?
Umówiłem się na zdjęcia z Redem i Eldo w Warszawie, na przypadkowo wybranej ulicy. Nie spodziewałem się, że trafi się gość, z którym rozmowa ustawi początek filmu „Blokersi”. To najbardziej lubię w dokumencie, nigdy nie znasz ostatecznie, co się wydarzy, scenariusz to fikcja.
Powspominajmy przed filmem "Blokersi 2". Rok 2001. Red trzy lata wcześniej wrócił z Nowego Jorku do Warszawy: W Nowym Jorku, w takim miejscu jakaś muzyka by leciała… Zapach… Tu jeszcze naturalnie. Tam, by pachniało przyprawą… Chili...
Applebaum z perspektywy dworku w Chobielinie nie zauważa, że w Polsce nie ma podziału tylko na dwie strony, że jest spora grupa ludzi, która nie chce być po żadnej ze stron. Nie uczestniczyć w plemiennej wojnie.
Dobre podsumowanie przez Banks’ego rynku sztuki współczesnej, aukcji, cen branych z sufitu.
Kiedy w Polsce politycy wprowadzą w kodeksie karnym oddzielny artykuł dotyczący molestowania. Obiecywali zmiany po wybuchu sprawy Durczoka. Przez to do sądów trafia niewiele spraw dotyczących przestępstw na tle seksualnym.
To, co mówi Stanisław Piotrowicz, przypomina mi obrońców Andrzeja Samsona, wtedy to nazywało się terapią.
Powodem napisania tego artykułu jest wszczęcie przez Prokuraturę Okręgową w Tarnobrzegu śledztwa w sprawie inwigilacji przez policję dziennikarzy tygodnika „Wprost” zajmujących się aferą podsłuchową. Pragnę przypomnieć, co dwa lata temu z Michałem Majewskim ustaliliśmy i upubliczniliśmy, a co zostało zmilczane.
Mijają lata i nic się nie zmienia w takim sposobie myślenia. Dlaczego? Wygodniej mówić o grupach przestępczych, nie widzieć powiązań z ludźmi służb, politykami i wielkim biznesem, bo ma się lepsze samopoczucie? Łatwiej wtedy ogłaszać sukces w śledztwach, wyłapując płotki? No, może czasami grube ryby, ale nigdy tych, którzy naprawdę są najsilniejsi.
Trójmiasto jest wielką Puchą Pandory. Trzeba byłoby tu F-16 wypróbować, spalić to, zaorać i jeszcze raz podpalić. Potem każdemu wchodzącemu dawać przepustkę po sprawdzeniu, że nie jest pozapinany z dziwnymi ludźmi. Tu jest jedna wielka sitwa.
Poznaliśmy osobiście dwudziestu kilku tzw. skruszonych z koronami na głowach, włożonymi im przez prokuratorów przy akceptacji sądów. Poznaliśmy ich przestępczą drogę i powody, dla których zdecydowali się zeznawać na niekorzyść swoich wspólników.
Sylwester Latkowski I Paulina PIaszczyk podczas rozprawy wytoczonej Latkowskiemu i Michalowi Majewskiemu - dziennikarzom śledczym Wprost przez Mariusza Olecha.