Polskie służby specjalne regularnie wpływają na politykę – niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę. Inwigilacja, prowokacje, przecieki i kompromitujące materiały stały się stałym elementem politycznej gry. W nowym odcinku „Bez Cenzury” Rafał Dudkiewicz i Sylwester Latkowski rozkładają ten mechanizm na czynniki pierwsze: od szafy Lesiaka, przez sprawę „Olina”, noc teczek, sprawę Anastazji P., aferę Orlenu, likwidację WSI oraz afery gruntową, hazardową i podsłuchową, aż po Pegasusa i współczesne spory o CBA i ABW. Czy w Polsce rządzą politycy, czy ci, którzy mają na nich „teczki”?
Polskie służby specjalne regularnie wpływają na politykę – niezależnie od tego, kto akurat sprawuje władzę. Inwigilacja, prowokacje, przecieki i kompromitujące materiały stały się stałym elementem politycznej gry. W nowym odcinku „Bez Cenzury” Rafał Dudkiewicz i Sylwester Latkowski rozkładają ten mechanizm na czynniki pierwsze: od szafy Lesiaka, przez sprawę „Olina”, noc teczek, sprawę Anastazji P., aferę Orlenu, likwidację WSI oraz afery gruntową, hazardową i podsłuchową, aż po Pegasusa i współczesne spory o CBA i ABW. Czy w Polsce rządzą politycy, czy ci, którzy mają na nich „teczki”?
Komisja śledcza ds. Pegasusa ogłosiła sukces i zawiadomiła prokuraturę. Donald Tusk nazwał sprawę zbrodnią stanu. Wielu dziennikarzy biło brawo. Jan Piński mówi wprost: nie było sukcesu. Zamiast pełnego rozliczenia mamy polityczną grę i ochronę służb. Oficjalnie mówi się o 578 osobach, a według niego z samego CBA było ponad 4 tysiące wniosków i około 2600 osób inwigilowanych Pegasusem. Najmocniej ukrywana jest masowa inwigilacja dziennikarzy i ludzi mediów. Piński tłumaczy, dlaczego pełna lista ofiar nie wychodzi na światło dzienne — chodzi o ochronę agentury, w tym osób ze środowiska dziennikarskiego. Opowiada o swojej sprawie (i rodziny), o wyłączeniu postępowania przez prokuratora Gacka i o tym, że według CBA „nie miał Pegasusa”, mimo że posiada sygnatury. Mówi też o werbunkach, o milczeniu części poszkodowanych oraz o tym, że odpowiedzialność powinni ponosić nie tylko politycy, ale też funkcjonariusze i prokuratorzy, którzy wykonywali polecenia.
Rządy się zmieniają, a podsłuch i inwigilacja zawsze się przydadzą. Ministerstwo sprawiedliwości wycofuje się ze zmian, które miały zagwarantować osobom inwigilowanym, że będą informowane o zastosowaniu wobec nich kontroli operacyjnej. Pamiętacie?! „Obywatele będą mieli prawo do informacji o zainteresowaniu nimi ze strony służb, w szczególności informacji o prowadzonej wobec nich kontroli operacyjnej” – to fragment punktu 19 umowy koalicyjnej podpisanej przez liderów wszystkich partii wchodzących w skład obecnego rządu.
Służby specjalne pod kierunkiem ministra Tomasza Siemoniaka prowadzą audyt każdego przypadku stosowania tego narzędzia - deklaruje dla Gazety Wyborczej Adam Bodnar. - Następnie ujawnię Sejmowi dane statystyczne. A osoby inwigilowane Pegasusem będą o tym informowane indywidualnie, jeśli zgoda sądu była wyłudzona lub było to działanie nadmierne i nieproporcjonalne.
Inwigilacja bez kontroli. Sądy bezmyślnie ją klepią i nie czują się winne.
Ostatnio pojawił się u nas wątek tajnego programu szpiegowskiego Pegasus. To niepokojące doniesienia, bo to potężne narzędzie inwigilacji, które powinno być stosowane tylko przy największych zagrożeniach i zbrodniach. Jednak nie można być ślepym na jedno oko, za poprzedniej ekipy także nie działo się dobrze.
Ostatnio znów zrobiło się głośno o agencie Tomaszu Kaczmarku. Kim właściwie są agenci specjalni działający pod przykryciem, potocznie zwani przykrywkowcami?
Nie zapominajmy, że brak rzeczywistej kontroli nad działaniami operacyjnymi służb był także za czasów PO i wcześniejszych ekip rządzących. Za rządów PiS nic się nie zmieniło, skończyło się na gadaniu i mamy to co mamy. Będę zaskoczony, jeśli przy kolejnej zmianie rządzących dojdzie do wprowadzenia prawdziwej kontroli służb.