logo
Filmy

Klatka

05.05.2016 15:00
Film Sylwestra Latkowskiego nie trwa nawet godziny, ale dawka szoku, jaką oferuje, jest potężna. Realizator - w przeciwieństwie do poprzednich filmów - wyszedł z kadru, zadaje pytania zza kamery, częściej jednak prowokuje swoich rozmówców do zwierzeń.

Klatka - film dokumentalny Sylwestra Latkowskiego.

Czas 54 min., 2003

 

Chuligan - brzmi dumnie

Dwaj mężczyźni walczą ze sobą w żelaznej klatce. Ta walka wydaje się nie mieć żadnych reguł. Czyżby nie legalny turniej bokserski, znany z amerykańskich filmów? Bynajmniej. Takie nielegalne turnieje już się w Polsce - podobno - nie odbywają. Ci ludzie w klatce, walczący w otoczeniu widzów, w tym małych dzieci, nie biją się, ale uprawiają sport: jedną z odmian brazylijskiego ju-jitsu. Ale to nie o nich Sylwester Latkowski nakręcił swój nowy film "Klatka".

 

Klatka z filmu Latkowskiego to trybuna stadionu piłkarskiego odgrodzona wysokimi prętami zarówno od boiska, jak i od sąsiadujących sektorów. Wprowadzani są tam kibice, pilnie strzeżeni przez policję. Na stadion przyszli pod eskortą, pod eskortą też zostaną odprowadzeni na dworzec. Aby przypadkiem nie przyszło im do głowy odpowiedzieć na zaczepki kibiców gospodarzy. Tyle że zarówno sami kibicie, jak i eskortujący ich policjanci doskonale wiedzą, że tu, na stadionie i wokół niego, do bijatyki kibiców nie dojdzie, chyba że ktoś celowo ją sprowokuje. Kibice - jakże odbiegający od stereotypu śmierdzącego wódką szalikowca - mówią o sobie z dumą "chuligani" (a raczej z angielska "hooligans"). Na stadionie mogą się pobić co najwyżej z policją. Nie znaczy to, że zrezygnowali z bójek między sobą. Przez cały mecz trwa na trybunie pojedynek słowny - kibice rywalizujących) drużyn prześcigają sięw coraz bardziej soczystych połajankach. Konfrontacji siłowej służą natomiast tzw. ustawki grupowe walki wręcz według ściśle ustalonych reguł.

 

Naprzeciwko siebie stają dwie grupy po 20-30 mężczyzn. Walka trwa niedługo, ledwie parę minut. Więcej nie trzeba: walczący są silni, do rozstrzygnięcia dochodzi szybko, zaś całość zostaje zarejestrowana kamerą wideo, a wynik pójdzie w świat - zostanie ogłoszony w Internecie. Za tydzień nowy mecz ligowy i nowa ustawka. A co pomiędzy? Nic szczególnego - nauka, czasem praca, ale przede wszystkim trening siłowy. Ciężki, mozolny, bez oszczędzania: boks, częściej owo brazylijskie ju-jitsu. No i życie podziemne: wyprawy do innych miast, spotkania instruktażowe, wspólne zabawy przy alkoholu, przywołujące w pamięci sceny ze "Zmierzchu bogów" Viscontiego, poprzedzające filmową wizję Nocy Długich Noży, potem powrót do domu i tłumaczenie się zaniepokojonym rodzicom z siniaków i zadrapań. Dlaczego trenują, dlaczego wytrzymują taki reżim? Łatwo zrozumieć: grupa, która pójdzie na ustawkę, liczy około 30 osób, aspirujących do tego grona jest zazwyczaj dwa albo i trzy razy tylu. Aby dostać się do tej grupy, trzeba się zasłużyć, pokazać coś niezwykłego. To najprostsze z możliwych wyjaśnienie, dlaczego poziom agresji wokół nas eskaluje.

 

Bandyci mordują polską piłkę narzekał na lamach gazet prezes PZPN, Michał Listkiewicz, kiedy w wyniku starć między kibicami drugoligowych drużyn Śląska Wrocław i Arki Gdynia we Wrocławiu 30 marca 2003 roku zginął młody mężczyzna. Gdy słyszy się o aferach wstrząsających polskim sportem, trudno się nie uśmiechnąć. Zwłaszcza że kibicom-chuliganom daleko do tego, co kojarzy się z pojęciem bandyty. Są wśród nich chłopcy z normalnych (przynajmniej pozornie) rodzin, kierują się określonym kodeksem etycznym, mają silne poczucie więzi środowiskowej, a przede wszystkim - lokalnego patriotyzmu. Wiedzą, że to tylko na chwilę, że kiedy skończą szko'ę lub studia (tak, są wśród nich również studenci!), trzeba będzie się wziąć za coś poważnego i ustąpić miejsca młodszym, zapewne jeszcze bardziej niż oni skorym do bitki, jeszcze bardziej zadziornym. Zresztą, w swoim odczuciu oni nie biją się, tylko walczą. Za co? Za swoją ukochaną drużynę, za wspólnotę, za przyjaźń, za wiarę, że nigdy nie zostaniesz sam. Tak głosi credo kibiców Arki Gdynia). Piękne ideały, prawda? Dlaczego więc sam widok tych młodych kibiców tak bardzo niepokoi, a ich zachowanie budzić może niekłamany lęk?

 

Film Sylwestra Latkowskiego nie trwa nawet godziny, ale dawka szoku, jaką oferuje, jest potężna. Realizator - w przeciwieństwie do poprzednich filmów - wyszedł z kadru, zadaje pytania zza kamery, częściej jednak prowokuje swoich rozmówców do zwierzeń.

 

Zaskakujące wypowiedzi ilustruje zdjęciami nakręconymi przez swoją ekipę, materiałami zrealizowanymi przez policję, wreszcie kasetami otrzymanymi od kibiców. Dlaczego rejestrują swoje wyczyny, spotkania, treningi? Może w celach szkoleniowych, a może by dać świadectwo, że walka była czysta? A przy okazji - na pamiątkę, by za jakiś czas powspominać, jacy byli młodzi, silni i zwycięzcy. I pokazać dzieciom, by miały pewność, jaką drogą pójść należy. Wszak pogrzeb "Mariego", kibica Arki Gdynia zamordowanego podczas wrocławskiej zadymy, był naprawdę piękny." 


Kino, Nr 12/2003, Konrad J. Zarębski

 

 

Reżyseria
Sylwester Latkowski
 
Scenariusz
Sylwester Latkowski
 
Zdjęcia
Tomasz Michałowski
 
Karina Kleszczewska
 
Radosław Górka
 
Sylwester Latkowski
 
Asystent operatora kamery
Igor Grątkowski
 
Tomasz Czubak
 
Piotr Jabłoński
 
Opracowanie muzyczne
Krzysztof Szpetmański
 
Sylwester Latkowski
 
Dźwięk
Igor Grątkowski
 
Sylwester Latkowski
 
Udźwiękowienie
Iwo Klimek
 
Montaż
Krzysztof Szpetmański
 
Fotosy
Sylwester Latkowski
 
Grafika
Studio Rogala
 
Postprodukcja
PAY Studio
 
Roger Sieczkowski
asystent studia
Kierownictwo produkcji
Renata Kozak-Jodziewicz
 
Sylwester Latkowski
 
Witold Będkowski
 
Producent
Sylwester Latkowski
 
Arkadiusz Deliś
 
Renata Kozak-Jodziewicz
 
Produkcja wykonawcza
Opusnet
 
Produkcja
Telewizja Polska
 
Opusnet
 

Książka

Sylwester Latkowski jest reżyserem, scenarzystą, dziennikarzem, producentem filmów; autorem filmów i książek.