logo
Blog

Jak się robi z Kamila Durczoka ofiarę

16.09.2016 11:55
Poniższy felieton został usunięty z portalu, na którym dotąd się znajdował. Internet to jednak nie jest las, który można spalić.

Jak się ma pieniądze i znajomych w mediach, to można spokojnie odwracać kota ogonem. To właśnie się dzieje. Przykład? Publikacja w „Newsweku” pt. „Powrót Kamila Durczoka. Życie po życiu”.

 

Nie twierdzę, że ostatni rok był łatwy dla Kamila Durczoka. Tak samo jak nie był łatwy dla autorów tekstów o sprawie Durczoka. Każdy z nas zapłacił za to taką albo inną cenę. Nie zamierzam tu się użalać.

 

Prawda o ukrywaniu się

 

Czytam, że Durczok ukrywał się przed ludźmi. Hm… Bardzo szybko z tego zrezygnował. Często „odpoczywał” w Gdańsku. Pamiętam, jak w lipcu 2015 roku próbował dostać się na koncert Boba Sinclara w „Zatoce Sztuki”. Jego znajomy zadzwonił w obecności mojej i Michała Majewskiego do Macieja Turczyńskiego (menedżera lokalu), prosząc o wejście w strefę VIP. To tam przy szampanie Moet, pięknych hostessach i znanym didżeju bawiła się trójmiejska i warszawka śmietanka. Było to tuż po wybuchu sprawy Krystka. To miało być ukrywanie się? Przez miniony rok pojawiał się w prasie kolorowej, dziwnie, że nie uciekając przed fotoreporterami. Czy były to ustawione zdjęcia? Proszę je obejrzeć i wyciągnąć wnioski. Nie pozywał tych pism do sądu za naruszanie jego prywatności. W październiku brylował na Europejskim Kongresie Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Katowicach.

 
Rysowany przez tygodnik portret ma się nijak do tego Kamila Durczoka, którego widzimy i o którym wiemy, co przez ten czas robił. Na rozprawy Durczok przychodzi chwilami rozbawiony, jakby to był teatr komedia, a nie sąd.

 

A co z ofiarami Durczoka?

 

Czytając takie teksty podszyte łzawymi kawałkami zastanawiam się, czy autorki pomyślały o jego ofiarach? O ich uczuciach? Co wtedy przeżywają? My widzieliśmy płaczące i roztrzęsione osoby, które do dnia dzisiejszego nie potrafią zapomnieć. Dla nich to trauma. Tak, przytaczane są przykłady, jak Durczok czuje się zaszczuty, ale to wszystko wygląda jak alibi, by powstał portret skrzywdzonego byłego szefa „Faktów”.

 

Autorki tygodnika wprowadziły w błąd czytelnika. Czytam: „TVN powołuje wewnętrzną komisję, która ma sprawdzić, czy w redakcji »Faktów« rzeczywiście działo się coś złego. Po dwutygodniowym śledztwie komisja ustala, że trzy osoby zatrudnione w firmie »mogły być przedmiotem mobbingu lub molestowania w miejscu pracy«. Nie wskazuje winnego. Jako zadośćuczynienie TVN proponuje ofiarom 6-krotność miesięcznego wynagrodzenia. Rozwiązuje też umowę z Kamilem Durczokiem za porozumieniem stron”.

 

Tymczasem komisja wyraźnie wskazała winnego – Kamila Durczoka. Komisja rozpoczęła działanie 16 lutego 2015 roku, a zakończyła je 6 marca 2015 roku. Przesłuchano 37 świadków, w tym pana Kamila Durczoka. Wśród osób przesłuchanych znaleźli się zarówno świadkowie, którzy zgłosili się dobrowolnie, jak również osoby wezwane przez komisję. Przeanalizowano udostępnione w sprawie dokumenty. Zebrane dowody pozwoliły na wydanie poniższej opinii.

 

Dwa przypadki molestowania

 

Co konkretnie zawiera raport, który kilka miesięcy temu opisaliśmy?

 

Przede wszystkim ocenę, że Kamil Durczok jest winien popełnienia dwóch czynów molestowania seksualnego.

 

Zarządzanie przez strach

 

TVN-owski zespół uznał, że Durczok „jest winny popełnienia czterech zarzucanych czynów niestosownego zachowania wobec współpracowników”, z których co najmniej jeden może stanowić mobbing. Te działania Kamila Durczoka dotyczyły trzech mężczyzn i kobiety.

 

„Najpoważniejszy przypadek, mogący stanowić mobbing, odbył się w postaci ciągłej, bardzo ostrej krytyki, która przybrała formę atmosfery wrogości i pomijania pracownika w przydzielaniu zadań” – ustaliła komisja.

 

Wielu świadków zeznających przed komisją oceniło, że Kamil Durczok posługiwał się metodą „zarządzania przez strach”, jak to określono w dokumencie. „Stwarzał (Durczok – red.) atmosferę o wiele bardziej stresującą od tej, którą tworzyli inni dziennikarze reprezentujący »Fakty«. Pracownicy stwierdzili, że ich praca jest tak specyficzna, że panująca atmosfera obrażania i stresu ponad zwykłe standardy jest normą. Postanowili zaakceptować takie środowisko pracy jako coś związane w sposób naturalny z ich »szczególną« pracą” – stwierdziła komisja i uznała, że takie zasady są nie do zaakceptowania.

 

Wybuchy złości i obrażanie

 

Wielu świadków skarżyło się na atmosferę strachu i niepewności przed nieprzewidywalnymi zachowaniami naczelnego „Faktów”, „wiążącymi się z niekontrolowanymi wybuchami złości, w tym publicznym wykrzykiwaniem obraźliwych stwierdzeń”.

 

Prosił, aby upili koleżankę z pracy

 

Komisja opisuje konkretne przykłady niewłaściwych zachowań. Durczok prosił współpracowników, by „znaleźli klub dla panów, zabierając koleżankę z pracy na jednodniowy wyjazd poza miejsce pracy (choć za obopólną zgodą), prosząc kolegów z pracy, aby upili koleżankę z pracy”. Inny przykład. „22 lutego 2014 pan Durczok polecił swojemu zespołowi przygotowanie podróży do Kijowa, która miała się odbyć w dniu następnym, to jest w niedzielę. On podjął tę decyzję i poinformował o niej późnym popołudniem. Był w kontakcie z zespołem do późna wieczór. Przypuszczalnie zrobił to będąc pod wpływem alkoholu. Jego zespół zorganizował podróż i stawił się w niedzielę rano na lot z lotniska w Warszawie, jednak pan Durczok się nie pojawił na lotnisku” – stwierdza raport komisji TVN.

 

W raporcie jest wyraźnie napisane, że ustalenia są wystarczające, by wyrzucić Durczoka dyscyplinarnie. Zacytuję fragment raportu: „Ustalenia Komisji stanowią wystarczającą podstawę do zwolnienia dyscyplinarnego. Pracodawca ma prawo rozwiązać stosunek pracy w takim trybie, nawet podczas zwolnienia lekarskiego. Komisja nie zaleca zwolnienia dyscyplinarnego z kilku powodów. Co najważniejsze, pracodawca nie może powołać się na zaistniałą okoliczność jako powód do zwolnienia dyscyplinarnego miesiąc po ustaleniu tej okoliczności. Pan Durczok stwierdził, że pan Adam Pieczyński od dawna znał wiele okoliczności, które mogłyby zostać wykorzystane do uzasadnienia zwolnienia dyscyplinarnego, oprócz tych dotyczących molestowania seksualnego. Oznacza to, że zwolnienie dyscyplinarne musiałoby w znacznym stopniu opierać się na tych zarzutach, a co za tym idzie, na zeznaniach osób pokrzywdzonych. Osoby te znalazłyby się w centrum możliwego postępowania sądowego i związanego z tym rozgłosu medialnego. Spowodowałoby to kolejne stresujące przeżycia u już pokrzywdzonych kobiet”.

 

Potrzebna pomoc psychologa

 

W raporcie jest również kilka zaleceń. Między innymi takie, by pracownicy „Faktów” otrzymali pomoc psychologiczną, która doprowadzi ich do równowagi i zapewni im poczucia bezpieczeństwa.

 

Dorwać dziennikarzy

 

Piękne i prawdziwe jest zakończenie tekstu. Znajomy Kamila Durczoka, restaurator Mikołaj Rykowski „nie wie, jak to naprawdę z Durczokiem było, ale w sumie go to nie obchodzi. – Dopóki żyje, może się zmienić, naprawić to, co zrobił źle. Trzeba dawać ludziom drugą szansę”.

 

I to jest prawda, każdy z nas może się zmienić i trzeba dawać drugą szansę. Mam tylko taką myśl, że aby się zmienić, trzeba się uderzyć we własną pierś, czasami ponieść karę. A Kamil Durczok śmieje się w twarz ofiarom, nie żałuje, więcej – ciągle zaprzecza.

 

Na okładce przeczytałem, że Kamil Durczok chce dopaść tych, którzy złamali mu życie. Więc przypomnę, że Durczok nie stracił programu i TVN nie rozstał się z nim po publikacjach, a po raporcie własnej komisji. Dziwne, że nie ich chce dopaść, a nas, którzy odważyliśmy się wziąć stronę ofiar byłego szefa „Faktów TVN”.

 

Czy ja i współautorzy tekstów boją się Kamila Durczoka? Nie. Chciałbym, aby odtajniono procesy. Może tak łatwo nie robiłoby się takich okładek i artykułów jak ten w „Newsweeku”?

Książka

Sylwester Latkowski jest reżyserem, scenarzystą, dziennikarzem, producentem filmów; autorem filmów i książek.