Do świadka koronnego: to, co robisz, to bezczelność

Oszukujesz wielu ludzi na setki milionów złotych w jednej z największych afer ostatnich lat, jesteś bezkarny, żyjesz jak król, puszysz się. A dziennikarza, który ten proceder opisuje, oraz redakcję, która ma odwagę to opublikować, masz czelność podawać do sądu.

IMG-6112.jpeg

To już jest historia ponad wszelkie kurioza. W sierpniu na łamach tygodnika Wprost i Konfrontacji (Czytaj tutaj >>> ) opisałem historię Michała K., który był jednym z liderów, szefów przekrętu – ochrzczono go mianem Amber Gold dla bogatych – w którym dwa tysiące osób utopiło 600 milionów złotych.

Michał K., mimo udziału w kierowaniu tym przekrętem, wyszedł ze sprawy obronną ręką, bo został świadkiem koronnym. Opisałem liczne wątpliwości związane z podjęciem decyzji o przyznaniu „korony” oraz kwestię braku zabezpieczenia majątku koronnego w białym kołnierzyku, którzy żyje jak król. Mieszka w ekskluzywnym apartamentowcu przy najbardziej prestiżowej ulicy w mieście, korzysta z lokum w Rzymie, jeździ autami typu lotus i maserati, a na ręku nosi zegarek w cenie, za jaką inni kupują samochody.

Koronny Michał K. pozwał mnie i tygodnik Wprost, a doznane ode mnie krzywdy wycenił w owym pozwie na 50 tysięcy złotych. Przy okazji podaje tam różne absurdalne oskarżenia, jak chociażby to, że ujawniłem wielką tajemnicę o byciu przez niego koronnym. To naprawdę jest kiepski żart. Moje teksty są z sierpnia 2019, w maju Puls Biznesu opublikował duży materiał pt. „Koronny sypie w sprawie WI”. Cieszę się, że Michał K. stawia mnie aż tak wysoko i w centrum, ale tu już przesadził.

Wiele rzeczy widziałem, ale tę uważam za bezczelność szczególną. Aferzysta, który razem z kolegami ogołocił ludzi z setek milionów złotych i nie zwrócił im utraconych oszczędności, poczuł się urażony i będzie dowodził, jakich to doznał krzywd. Jedno mnie w tym wszystkim dziwi. Pan Michał K., będąc koronnym, pracuje z prokuraturą. I ja się, szczerze mówiąc, dziwię bardzo, że panowie prokuratorzy pozwolili mu na ten krok. Bo nasza konfrontacja w sądzie zapowiada się arcyciekawie. I nie będzie to serial wygodny dla prokuratury. Padną pytania o zasadność czynienia koronnymi takich postaci, o powody, dla których nie zabezpiecza się ich majątków, i dlaczego korzysta się z instytucji świadka koronnego, gdy pod ręką były metody zupełnie najprostsze.

Nie ma wyjścia. Trzeba stanąć do konfrontacji. Jeśli autorzy gigantycznych przekrętów będą mieli czelność pozywać dziennikarzy (za cichym przyzwoleniem prokuratury lub co najmniej bez jej sprzeciwu), to sprawy w Polsce będą stały na głowie.