Surfowanie
Czyżby rację miał Zygmunt Bauman, którego przywołuje w przedmowie do albumu Macieja Świeszewskiego „Tratwie szaleńców” Paweł Huelle, że istotą naszej epoki jest „surfowanie”. „Współczesny mieszkaniec globalnego polis charakteryzuje się nade wszystko umiejętnością szybkiego, płynnego przechodzenia do jednej rzeczywistości do następnej, nie przywiązując się do żadnej”? W czasie pobytu w Trójmieście surfowałem od „Ostatniej Wieczerzy” do sprawy zabójstwa Papały. Na przemian spotkania z Maciejem Świeszewskim i ludźmi ze świata dawnego „Posejdona”. Tylko u mnie nie ma już takiej łatwości zapominania.
Przeglądam teraz album Świeszewskiego, patrzę na jego prace i porównuję do tego człowieka, z którym spędziłem jeden wieczór i wypiłem poranne kawy. Odstaje on od dzisiejszego świata, a jednocześnie potrafi się w nim jakoś odnaleźć. Obaj szybko złapaliśmy porozumienie w opinii o współczesnej sztuce, w której dla niektórych nie chodzi o nic innego niż o skandal. Pusty, bezideowy wrzask. Przykładem jest krzyż z męskim przyrodzeniem Nieznalskiej. Jak słusznie zauważa Maciej dla takich jak ona spokojnie można by było w akademii sztuk pięknych założyć wydział obierania ziemniaków, tam Nieznalska i tym podobni mogliby być jego mistrzami, profesorami. Jak w ogóle można porównać twórczość Świeszewskiego i bełkot twórczy Nieznalskiej? 04-08-2007 18:04
Każdy z nas może stać się Judaszem!
Po kilku dniach znowu wchodzę w „Ostatnią Wieczerzę” Macieja Świeszewskiego. Zabrałem do ogrodu opasły album dokumentujący powstanie tego dzieła, które jednych zadziwia, a drugich oburza. W czasie ostatniego pobytu zaproponowano mi bym obejrzał obraz w jego naturalnym wymiarze. Odmówiłem. Wpierw chciałem poznać człowieka, Maćka. A po spotkaniu poznać historię powstawania „Ostatniej Wieczerzy”. Twórczość Świeszewskiego.
Do Warszawy wróciłem z albumami Świeszewskiego. Przede mną jeszcze lektura kilku książek, w tym „Ostatnia Wieczerza” Pawła Huellego. Jedno dzieło zazębia się z drugim.
W namalowanym dziele widzimy dwunastu mężczyzn ubranych w ciemne marynarki. Twarze tych mężczyzn to znane postacie z Trójmiasta. Ks. Krzysztof Niedałtowski, który wspierał Macieja w powstawaniu obrazu, pisze: „Kto będzie Judaszem tak brzmiało zazwyczaj pierwsze pytanie. Dopiero potem szukano kandydata do postaci Jezusa. Na nic zdały się prowokacje dziennikarzy i środowiskowe plotki. Nasze założenie było jasne: nie ma prostego kodu osobowego. Każdy z nas może stać się Judaszem!” 15-08-2007 20:42
Dokumentacja Ostatniej Wieczerzy
Postanowiłem spróbować się wyrwać, z tego w czym tkwię od kilku lat po uszy. Wpadłem w rzeczywistość, która coraz bardziej męczy. Sporo przeciwstawnych uczuć, ostatnio z przewagą myśli podważających wiarę w jej sens. Dlatego najlepszym sposobem wydaje się wejść w projekt skrajnie odmienny. W świat majacy jakieś nieokreślone poczucie swobody. W ramach dokumentacji moją lekturą jest powieść Pawła Huelle „Ostatnia Wieczerza”, a nie protokoły przesłuchań. 27-11-2007 15:22
Ostatnia Wieczerza Huelle
Przed wyjazdem zdążyłem zapakować „Ostatnią Wieczerze” Pawła Huelle. Czytam. Odszukuję w powieści bohatera mojego przyszłego filmu, rozmówców.
Jest. Strona dwudziesta piąta. Maciej to Mateusz w powieści Huelle. „Moja pierwsza u niego w pracowni wizyta (…). Przez uchylone okno dochodził łoskot kolejki elektrycznej. Mateusz stał w kuchennej wnęce, szukając korkociągu, Inżynier patrzył dookoła takim wzrokiem, jak gdyby wszystkie olej, szkice, rysunki, akwarele i gwasze gospodarza napawały go wstrętem.(…) Nagle wyjął z kieszeni brzytwę (…) i w milczeniu, wolno, długimi pociągnięciami ostrza zaczął ciąć dzieło na wąskie paski. (…) Mateusz stał nieporuszony. Dopiero kiedy Inżynier podszedł do następnego płótna, gospodarz zastąpił mu drogę i mocowali się przez chwilę w zupełnym milczeniu. Była to moja pierwsza w życiu debata na temat nowoczesnej sztuki. Inżynier, o którym wiele jeszcze usłyszysz, był wówczas asystentem profesora Śledzia w Akademii, a jego dyplom przeszedł do historii tejże szkoły – dwadzieścia pięć pociętych brzytwą, zamalowanych na czerwono półcień komisja oceniła celująco. (…) Mateusz wyrwał w końcu brzytwę z dłoni Inżyniera, przyłożył mu do szyi ostrze i syknął:
- Ciąć możesz swojego chuja, ale od moich rzeczy wara."
Ten film powinien być właśnie debatą na temat współczesnej sztuki.
Mateusz do narratora: - "Pożegnanie Jezusa z uczniami nie powinno się odbywać w jakimś tam wieczerniku, lecz na pustyni. Chleb i wino – powtórzył – na pustyni.
(…)
Na biurku w gabinecie, pośród notatek, bloczków recept, spoczywał list od Mateusza, który doktor otrzymał z miesiąc temu. Dlaczego sesja miała się odbyć w teatrze? To było jeszcze do wytłumaczenia: na małej scenie, przy długim stole fotograf mógł ich wszystkich objąć, spokojnie i bez technicznych spięć. Dlaczego Mateusz chciał namalować taki obraz? I po co – jako modeli – chciał mieć znajomych z dawnych lat"
Maciej usadził swoich przyjaciół, dobrych znajmych przy stole na deskach teatru w Gdańsku.
30-12-2007 22:54
Dlaczego namalował Ostatnią Wieczerzę?
Godzinny spacer po rynku. Chwilowe przycupniecie w „Borówce” na kawę. I ponownie w łóżku z lekturą „Ostatniej Wieczerzy” Huelle.
Kolejny raz przywołany zostaje sopocki klub SPATiF. „Skąd Paweł i Mateusz mieli tyle chęci, by dyskutować akurat o tym w trzeszczącym się od jazzu, seksu i alkoholu klubie?” W SPATiF-ie trudno nie wypatrzyć twarzy Macieja utrwalonej na czarnobiałej fotografii. Nigdy nie odnalazłem jednak tej gęstej atmosfery jazzu, seksu i alkoholu. Może rzeczywiście była ona dwadzieścia lat temu?
„Mateusz już wówczas nosił się z tym pomysłem i na dzisiejszej sesji zapewne zechce odpowiedzieć na parę prostych pytań. Kogo uczyni Judaszem? Dlaczego chce namalować Ostatnią Wieczerzę? Jak wyobraża sobie twarz Chrystusa? Może gdyby nie wyszedł wtedy ze SPATiF-u wcześniej i ujrzał doktora nauk humanistycznych Antoniego Berdę ściskającego na kanapie obu chłopców i ryczącego ku ich uciesze: - Oto są słudzy moi, których podtrzymuję, wybrańcy, w których mam upodobanie! – wybrałby raczej temat Ostatecznego Sądu."
(...)
„Mój magnetofon zapisywał rozmowy, z których powstać miała książka. Spotykałem się ze wszystkimi dwunastoma, bo taki był pierwotny zamysł. Jednak relacja nie powstała. W dzień premiery, kiedy w kościele Świetego Jana zgromadziły się tłumy, awangardycy zniszczyli płótno”.
(…)
Gdyby Mateusz namalował swoją Ostatnią Wieczerzę na betonowym spodzie mostu przez Wisłę w grafficiarskim stylu (koniecznie byłyby dymki z wypowiedziami Fuck Jesus all the time; I’m son of the God; When I’m eating holy bread I’ll neper dead…), jego sukces byłby niekwestionowany i ogromny. Ponieważ odwołał się do starych mistrzów – choćby ROGERA VAN DER Weydena czy Memlinga – z góry skazany został na porażkę”
(…)
„Może Mateusz popełnił błąd? Gdyby szedł tropem Jana konsekwentnie, być może zamiast malować przez kilka lat obraz, stworzyłby w jeden wieczór wideoinstalację? Wyobraź sobie kościół pełen ludzi, dwunastu ściągniętych z dworca kloszardów i artystę, który z miednicą, gąbką i ścierką obmywa ich owrzodzone, spękane i zagrzybione stopy. Gdyby na koniec rozlał wodę do dwunastu butelek, zakorkował i rozdał jako arte-fakty wśród publiczności, awangardycy nie mieli polewać kwasem. Utrwalona na tasmie, odtwarzana da capo na minitorach wieczerza świętego Jana odwiedzałyby jedną galerię po drugiej.”
(...)
„Prawdopodobnie wówczas powiedziałbyś: „No ale wtedy nie byłby sobą, malarzem, lecz kimś zupełnie innym, upodobniłby się do pozostałych, którzy masowo robią takie rzeczy…”
31-12-2007 15:47
Kogo to może obchodzić?
Strona 173. "No i po co malować dzisiaj Ostatnią Wieczerzę? Kogo to może obchodzić!"
Właśnie, kogo obchodzi dzisiaj dzieło Maćka? Kogo obchodzi książka Huelle? Kogo obchodzić będzie ten film? Po co to robimy? Dla kogo?
31-12-2007 20:53
Kuspit o Ostatniej Wieczerzy Świeszewskiego
Maciej Świeszewski w swej „Ostatniej Wieczerzy”, 1995-2005, zaludnia sławną Leonardowską „Ostatnia Wieczerzę” własnymi apostołami, a konkretniej znanymi postaciami kultury polskiej – pisze jeden z najwybitniejszych krytyków sztuki Stanów Zjednoczonych Donald Kuspit. - Stół lewituje w rozległej błękitnej przestrzeni, unosząc ze sobą postaci, jakby na latającym dywanie i sugerując, że wszystkie są istotami wyższymi. (…) Cała scena ma wydźwięk transcendentalny, mimo, iż malarz ujął postaci realistycznie, ze staranną obserwacją gestu. Ich wywyższenie może okazać się przedwczesne, niemniej bez wątpienia postaci przynależą do niebios intelektu, choćby jeszcze bardzo były z tego świata. (…)
„Ostatnia Wieczerza” Świeszewskiego mówi jasno, że wielka sztuka religijna przeszłości naprawdę przemawia we współczesnych trudnych czasach. Mitologizuje te same ludzkie i społeczne problemy, jakie istniały od zawsze, bez względu na ideologiczny kontekst."
10-01-2008 23:19
Koniec lżenia dawnych wartości w sztuce?
Czy ten film nie powinien stanowić argument w dyskusji o sztuce współczesnej? Czy nie powinien zwrócić uwagę w sporze współczesnych krytyków, na to, co pisze w przedmowie jeden z najwybitniejszych krytyków sztuki w Stanach Zjednoczonych , Donald Kuspit, do wystawy „Nowi Dawni Mistrzowie,” jaka miała miejsce w Muzeum Narodowym w Gdańsku:
„ Tak zwana „sztuka awangardowa”, stała się we wszystkich jej permutacjach dekadencka, przestarzała, wyeksploatowana i, z ludzkiego punktu widzenia, nieistotna. Drepcze w miejscu, bo nie ma dokąd pójść. (…) Czas dojrzał do tego, by wprowadzić poważne zmiany a przynajmniej, pora skierować uwagę na te obszary sztuki, które dotąd były marginalizowane przez zinstytucjonalizowaną sztukę awangardową”. Dodać należy, że przez krytykę i establishment decydujący o tym, co będzie pokazane, na co sie znajdą pieniądze, a na co nie. Dawna sztuka, umiejętności dawnych mistrzów awangarda dyskredytuje, wręcz poniża.
Głośniej było o penisie przybitym do krzyża Nieznalskiej niż dziele Macieja Świeszewskiegpo. Czy jaja na krzyżu Nieznalskiej przetrwają próbę czasu? Będą wyznacznikiem twórczości XXI wieku?
Donald Kuspit kontynuuje:
„teraz, kiedy sztuka moderny uprzedmiotowiła sama siebie, kiedy „nowe” stało się „neo”, jak mówią niektórzy teoretycy, czas powrócić do sztuki tradycyjnej.”
Aby nie stać po żadnej ze stron, należ zacytować jeszcze słowa:
„Jeśli sztuka tradycyjna i sztuka modernistyczna nie stopią się w jedno, stanowiąc pożywkę dla siebie, i sztuka modernistyczna nie zintegruje się na powrót z głównym nurtem historii sztuki, a sztuka tradycyjna nie przyjmie do wiadomości, że niekoniecznie cała moderna znajduje płaskie, zjełczałe i nieprzynoszące żadnych korzyści, innymi słowy: historyczne w najgorszym tego słowa znaczeniu. W takiej sytuacji sztuka nie będzie miała przed sobą żadnej znaczącej przyszłości. Będzie jedynie przejawem swej epoki, zamiast stać się osiągnięciem estetycznym i ogólnoludzkim, którym można się cieszyć poza jego kontekstem historycznym, i które mówi rzeczy doniosłe dla każdego czasu.” 1
3-01-2008 21:43
Chciałbym aby Sopot wyglądał tak, jak dzisiaj Harlem
Maciej wrócił wczoraj z Nowego Jorku.
- Dlaczego masz taką depresję po tej podróży? – pytam.
- Zawsze jak ze Stanów wracam do Polski to się zastanawiam… To było za krótko, za intensywnie. Jeszcze dzisiaj poszedłem na Uczelnie i… Ale nieważne… Tyle wystaw zobaczyłem , byłem na koncercie IV symfonii Beethovena. Widziałem wystawę „Wierzę w zmiany.” Wielka instalacja…
Jak zderzasz się z tym całym absurdem, z tą niemocą ludzi tutaj. Coraz bardziej rozumiem na czym polega problem Polaków. Nie ma życzliwości i optymizmu. Zaciekłość i zawiść zżera ludzi.
Byłem kiedyś na kolacji ze Zbigniewem Brzezińskim i zapytano go, jaka jest przyczyna klęski Polaków? Odpowiedział: W Ameryce jest dwóch sąsiadów. Jeden ma więcej, drugi więcej, to ten co ma mniej zastanawia sie co on ma zrobić, żeby być lepszym od sąsiada, a przynajmniej dorównać mu. A w Polsce człowiek myśli jak załatwić sąsiada by nie miał nic.
Wspomina wypad do Harlemu. Był tam poprzednio w 1974 roku.
- To jest w tej chwili piękna część Nowego Jorku. Czysta. Odświeżona. Zaczyna ta dzielnica kwitnąć. Tam jest czyściej niż u nas. Chciałbym aby Sopot wyglądał jak dzisiaj Harlem.
Czy można się dziwić temu, że Sławomir Mrożek zamierza po raz drugi wyemigrować z Polski?
– Tak, zamierzam osiąść w Nicei i tam dokonać żywota – mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą". (09-04-2008 23:25)
Walencja, Pekin.
Maciej w Hiszpanii. Może będziemy razem tam z ekipą filmową, gdy dojdzie do zaprezentowania publiczności jego „Ostatniej Wieczerzy”. Dokumentacja, wstępny scenariusz do filmu zakończony. Teraz oczekiwanie na możliwość rozpoczęcia zdjęć. Być może postawiłem za wysoką poprzeczkę realizacyjną. Ale nie sądzę by pójście na kompromis jest być albo nie być tego projektu.
Leszek wrócił z Pekinu. Nie zagrał tam żadnego koncertu, zostały odwołane w związku z żałobą narodową. Czekam na jego mszę, kompozycj, o której pisze na swojej stronie, że jest „na chór mieszany, fortepian, instrumenty perkusyjne i czelestę. Pozostają do wykonania prace montażowe, zmiksowanie całego materiały oraz mastering. W dwóch częściach mszy wystąpił Zohar Fresco. Utwór ten został napisany na zamówienie Akademickiego Chóru Uniwersytetu Gdańskiego.”
Powracam do lektury biografii Roberta Oppenheimera - „Amerykańskiego Prometeusza. ” Kai Bird, Martin J. Sherwin pracowali nad nią przez 25 lat. Czymże jest teraz kilkumiesięczne oczekiwanie na zdjęcia do "Ostatniej Wieczerzy"? (07-06-2008 23:03)
Krótki wypad do Sopotu
Krótki wypad do Trójmiasta. W Sopocie z Maciejem Świeszewskim spotykamy się z jednym z mecenasów, sponsorów filmu „Ostatnia Wieczerza.” Wcześniej Maciej zabiera mnie na obiad do „Grand Hotelu.” Tam przez godzinę atmosfera spokoju, izolacji od tego co jeszcze kilka godzin temu miałem w sobie.
- Aż się nie chce wracać do Warszawy – rzucam.
Odwożąc Macieja do domu słuchamy „Mszy” Leszka Możdżera, którą zamierza wykorzystać w muzyce do filmu. Przebijanie się przez zatłoczone ulice tym razem nie męczy, nie irytuje. Kilka dni temu po pierwszym wysłuchaniu kompozycji napisałem Leszkowi sms-a:"Nowoczesne podejście do Mszy, bez sakralnego patosu, nie na kolanach. Wyśmienite”. (10-07-2008 23:57)