menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Koniec afery węglowej?
Kiedy Barbara Blida zabiła się strzałem w klatkę piersiową, niejeden baron mafii węglowej odetchnął. Ta tragiczna śmierć musiała skutkować ostatecznym zatrzymaniem śledztw, których celem była przeżerająca Śląsk gangrena przestępczych związków biznesmenów, szefów firm węglowych, samorządowców, wojewodów, polityków i przedstawicieli prawa.

Świadkowie, którzy zdecydowali się zeznawać, zrozumieli, że nie ważne czy powiedzą prawdę, odwrócą się od nich najbliżsi. Spotka ich zewsząd potępienie. Funkcjonariusze policji i służb, prokuratorzy zdali sobie sprawę, że stracili poparcie opinii publicznej. Kto z nich chce mieć etykietę oprawcy Blidy?

Jak zarobić na Śląsku?

Sposobów na ograbianie kopalń jest wiele. Zarobić można także na mule węglowym. Na Śląsku jak grzyby po deszczu wyrosły zakłady przetwórstwa odpadów, tzw. mieszalnie. Stało się to niezwykle dochodowym biznesem. Kopalnie, wydobywając węgiel, przy okazji wydobywają tzw. kamień i muł węglowy, które uznaje się za odpad niemający wartości energetycznej. Kopalnia pozbywa się tego jak śmieci, płacąc odbiorcom za wywóz. Odbiorcami okazują się tzw. mieszalnie, które już na tym etapie mają pierwszy zysk. Następnie kupowany jest pełnowartościowy węgiel, zazwyczaj ukraiński – bo jest tańszy, i miesza się go z kamieniem węgielnym, dolewając utleniacz. Po tej procedurze mieszalnia ma produkt, który sprzedaje jako węgiel. Często odbiorcami są elektrownie. – Przebitka na tym procederze jest dziesięciokrotna – wyjawia jeden z byłych szefów jednej z kampanii węglowej.

Warto zapytać szefostwa kopalń, dlaczego same nie „mieszają”? Dlaczego wiedząc, że jest to powszechnie znany na Śląsku proceder jeszcze płacą za to, że ktoś zabiera od nich kamień węglowy i muły węglowe?

Kolejny przykład patologii na Śląsku to sprzedaż gruntów z torowiskami prywatnym osobom. Przez te grunty przebiegają tory kolejowe prowadzące do kopalń. Działki, przez które przebiegają torowiska, kupowano po skandalicznie niskich cenach, uzyskując po odsprzedaży nawet dziesięciokrotne przebicie włożonych w zakup kwot. Wszystko to dzieje się przy bezczynności organów państwa. Były szef węglowego holdingu stawia kolejne oskarżające pytanie: – Dlaczego państwo toleruje obecny stan realizacji zamówień publicznych przez kopalnie? A chodzi tu o kwotę od 0,5 do 2 mld złotych rocznie. Gdyby stworzono centralne składy tak, by jeden podmiot w imieniu państwa kupował drewno, maszyny dla górnictwa, można by zaoszczędzić do 20 – 30 proc.

Pośrednicy grabią

W 1995 r. Polska Akademia Nauk opracowała raport, w którym zwrócono uwagę na patologiczną rolę pośredników w handlu węglem. Raport, który powinien wstrząsnąć decydentami politycznymi przepadł gdzieś w gabinetach kancelarii rządu i prezydenta. Organa ścigania poważnie sprawą śląskiej mafii zajęły się za rządów AWS, kiedy szefem MSWiA był Marek Biernacki, a Adam Rapacki dowodził Centralnym Biurem Śledczym. Odkrywano kulisy działalności spółek handlujących węglem, rozpracowywano firmy i osoby zajmujące się handlem wierzytelnościami kopalń. Ujawniano kolejne ogniwa pośrednie pomiędzy kopalniami a odbiorcami. Zarysował się smutny obraz prawdy o współczesnym Śląsku. Wynikało z niego, że kopalnie otaczają się wianuszkiem pośredników, zewnętrznych firm. Nie szukają bezpośrednich dostawców. To nie przypadek, że w Halembie, gdzie dwa lata temu doszło do tragedii, której ofiarami było dwudziestu trzech górników, została wynajęta zewnętrzna firma do wykonania prac.

Wszyscy rozmówcy znający od podszewki interesy Śląska zgodnie podkreślają, że to pośrednicy ustalają w Polsce ceny węgla. I to zarówno poprzez narzuconą marżę na sprzedaż węgla, ale też narzuty na sprzedawane kopalniom maszyny, drewno, usługi, zwiększając tym samym koszt wydobycia. Podają przykłady. Drewno do kopalń sprzedają ludzie, którzy „nie mają nawet zapałki w kieszeni”. Gdyby nie pośrednicy, tona węgla kosztowałaby dwa, trzy razy mniej. Warto zauważyć, że w radach nadzorczych spółek pośredniczących zasiadają osoby, które same kiedyś handlowały wierzytelnościami kopalń.

Nikt nie chce słyszeć o aferze

Być może gdyby po rządach AWS-u władzy nie przejęło SLD dzisiaj więcej byśmy wiedzieli o brudnych interesach na Śląsku – mówi jeden z byłych szefów Centralnego Biura Śledczego W czasach rządów Leszka Millera działania CBŚ na śląskim kierunku wyhamowano. Kiedy w 2002 r. szef MSWiA Krzysztof Janik zażądał raportu dotyczącego tych spraw, ten po sporządzeniu, w dziwny sposób zaginął. Po zmianach rządu i przejęciu władzy przez Prawo i Sprawiedliwość tylko odrobinę poprawiła się sytuacja w ściganiu przestępczych związków na Śląsku. Jak wyjawia w rozmowie jeden z prokuratorów prokuratury krajowej, jeszcze niedawno zaufany byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, szukano wyłącznie haków na lewicę lub opozycję z Platformy Obywatelskiej, a interesy na Śląsku nie mają wyłącznie jednej barwy politycznej. „Mafia na Śląsku nie ma wyłącznie koloru czerwonego” – dodaje.

Na przełomie 2005 i 2006 r. ówczesny prokurator krajowy Janusz Kaczmarek powołał specjalny zespół do sprawy mafii węglowej. Jak twierdził było to możliwe, gdyż kilka osób zdecydowało się ujawnić kulisy interesów na Śląsku, wśród nich, jak pokazały dalsze wydarzenia związane z samobójstwem Barbary Blidy, był Ryszard Zając, w latach 1993 – 1997 poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej. To dzięki niemu miano poznać inną twarz niegdysiejszej potentatki na rynku węglowym, która w 1997 r. była notowana na 52. miejscu listy „Wprost” wśród najbogatszych ludzi w Polsce, Barbary Kmiecik, zwanej Alexis. Według Janusza Kaczmarka osoby, które poszły na współpracę, zaznaczyły jednak, że będą się przyglądać, czy rzeczywiście jest wola wyjaśnienia afery węglowej.
Do tej pory były tylko pojedyncze śledztwa. Teraz ma być to śledztwo przypominające śledztwo dotyczące mafii paliwowej – zapewniał w swoim gabinecie w 2006 r. Kaczmarek.

Musiało to być rzeczywiście jedno z bardziej tajnych śledztw, skoro nie wiedziano o nim, ani o żadnym specjalnym zespole w Centralnym Biurze Śledczym. Jeden z wysokich funkcjonariuszu CBŚ mówi: Na pewno nie działał taki w CBŚ. Jestem pewien, że nie było specjalnego zespołu. Na przestrzeni od 2000 r. do chwili obecnej był może jakiś odprysk sprawy związanej z węglem, szczególnie w zakresie opóźnionych płatności za węgiel pobrany z Kompanii Węglowych, ale nie można takiej ewentualnej sprawy określić mianem afery. Jest pewien element związany z tymi sprawami, który wystąpił po śmierci Blidy, ale to temat na komisję śledczą.

Jak wskazuje zatrzymanie Barbary Blidy przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, tam została ulokowana specjalna grupa śledcza, którą nadzorowała Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Katowicka prokuratura była najbardziej zaufaną prokuraturą ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i szefa ABW Bogdana Święczkowskiego.

Czerwona Oberża początkiem afery węglowej?

Postać głównego świadka, od którego rozpocząć się miało śledztwo w sprawie afery węglowej, Ryszarda Marka Zająca wywołuje wiele emocji i domysłów o szczerość jego intencji w obnażaniu układu węglowego. Jako były franciszkanin w 1989 r. Zając pojawił się w warszawskim Komitecie Obywatelskim, w kawiarni Niespodzianka na MDM, stamtąd pamięta go Jan Lityński. Potem niespodziewanie związał się z Ruchem Obywatelskim NIE (Jerzego Urbana) i z listy SLD wszedł do Sejmu.

Jako poseł zasłynął największa ilością interpelacji. Przyznawał się do zażyłej znajomości z Nikosiem. Nikoś zaprosił go na swój ślub. Znany jest także z głośnego obraźliwego określenia „Palanty z Solidarności” i wyznania w programie Ewy Drzyzgi, że jest biseksualistą. Procesuje się z wieloma dziennikarzami i redakcjami. Nie przeszkadzało to jednak traktować go jako wiarygodnego świadka. Chyba nie bez powodu powołali się na niego minister sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i naczelny prokurator wojskowy Tomasza Szałek?

W maju 2007 r. na łamach „Gazety Libertariańskiej” ukazała się rozmowa Ryszarda Zająca z Maciejem Dudkiem, w którym opowiedział o kulisach „czerwonego układu” jaki niby ma panować na Śląsku. Należy jednak bardzo ostrożnie podchodzić do jego słów, choć na część z nich Zając ma dowody w postaci zdjęć, którymi udawadnia swoje bliskie kontakty z politykami SLD.

Zając opowiada, że restauracja Czerwona Oberża „była miejscem odpłatnego spotkania – w trakcie kampanii prezydenckiej 1995 r. – właścicieli największych prywatnych firm handlujących węglem z Aleksandrem Kwaśniewskim. W spotkaniu uczestniczyło zaledwie ok. dziesięciu przedsiębiorców, reprezentujących wówczas założone z mojej inicjatywy Polskie Towarzystwo Węglowe. Oprócz kandydata na Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego, w spotkaniu uczestniczyło kilku liderów SLD. Po stronie biznesmenów najważniejsza była Alexis. Od Czerwonej Oberży zaczęło się korumpowanie na wielką skalę przez Alexis najważniejszych polityków lewicy. Stamtąd pochodzi zdjęcie niemal „ślubne” Alexis z Kwaśniewskim, które otwierało jej drzwi wielu gabinetów. Na tych zdjęciach jest bardzo wiele znanych twarzy.”

W dalszej części rozmowy z dziennikarzem „Gazety Libertariańskiej” Ryszard Zając wyjaśnia czym było Polskie Towarzystwo Węglowe, które uznawane było za instytucję lobbującą na rzecz prywatnych firm węglowych. „W 1995 r. sytuacja była zdecydowanie bardziej subtelna. Pojecie “lobbingu” w ogóle nie istniało; nie było też żadnych unormowań prawnych w tym zakresie.(…) Byłem wówczas posłem, PTW było dla mnie jednym z instrumentów działania na rzecz regionu; podobnie jak zawiązany – także z mojej inicjatywy – Parlamentarny Zespół na Rzecz Restrukturyzacji Górnictwa. (…) Nie byłem w stanie dopilnować, by PTW nie stało się kolejnym szyldem, wykorzystywanym przez Alexis do obrony tylko jej prywatnych interesów. Nota bene, wtedy funkcję prezesa PTW objął po niej poseł SLD Andrzej Szarawarski. Ja byłem sekretarzem PTW. Naiwnie sądziłem, że Szarawarskiemu chodzi o budowę mechanizmów rynkowych, w tym sektora prywatnego w górnictwie. Tymczasem on już wtedy miał prywatną firmę handlującą węglem i podobnie jak Alexis działał we własnym, prywatnym interesie. O tej jego firmie dowiedziałem się później.(…) Spotkanie w Czerwonej Oberży zorganizowałem na polecenie Aleksandra Kwaśniewskiego, przy pomocy Barbary Kmiecik, zwanej “Alexis”. Związek z PTW był taki, że zaproszono nań jego członków. Środki finansowe przekazywane były subtelniej, ale tego mechanizmu nie mogę publicznie ujawnić, skoro jeszcze trwa m.in. co do tego wątku śledztwo. “Świat polityki” stanął otworem nie przed PTW czy jego członkami – ale przed “Alexis” – bo to ona była głównym beneficjentem tego spotkania oraz późniejszych kontaktów z prominentami lewicy.”

Ryszard Zając wytyka Barbarze Kmiecik, że „od 1995 r. finansowała milionowymi kwotami obie kampanie prezydenckie Aleksandra Kwaśniewskiego oraz kampanie wyborcze SLD do parlamentu. Oprócz tego wspierała indywidualnie także niektórych polityków SLD. Po przejęciu władzy przez AWS finansowała paru polityków prawicy. Mogę ujawnić (pisały już o tym media), że skorumpowała m.in. ówczesnego posła BBWR Henryka D. Za sto tysięcy dolarów (do podziału) umieściła swojego zięcia w gabinecie politycznym ówczesnego ministra sportu Jacka Dębskiego. W tym okresie też nawiązała bliższe kontakty m.in. z Lechem Wałęsą oraz znaczącymi osobami z Instytutu Lecha Wałęsy. Wówczas także, odpowiedniej wysokości dotacją (na wydanie książki) zaskarbiła sobie przyjaźń wybitnego teologa, b. rektora KUL prof. Krąpca. Znajomość z nim z kolei służyła jej jako klucz do otwierania drzwi prawicowych salonów władzy.”

Pytający Zająca Maciej Dudek powołał się na „Dziennik”, twierdzący, że spora liczba znanych nazwisk pojawiła się w okołowęglowych spółkach Roberta Hamerlika vel Hammerlinga – ROHA oraz Europejskiej Korporacji Finansowej. Wymieniono byłego ministra Jacka Dębskiego, byłego posła AWS Henryka Dyrdę, byłego wojewodę Marka Kempskiego, wiceministra skarbu Andrzeja Szarawarskiego, senatora SLD Bogusława Mąsiora. Informator „Dziennika” sugerował, że Hamerlik to tzw. „słup” a jego spółkami sterował ktoś „znany z rządowych foteli SLD”.

Ryszard Zając podzielił ten pogląd i wyjaśnił: „Górniczym tortem żywili się wszyscy, bez względu na kolor legitymacji partyjnej. Duży szmal jest ponadpartyjny. Dlatego wyjaśnianie afer i aferek węglowych zawsze jest niewygodne dla wszystkich opcji politycznych. Kempski to typowy przykład równie naiwnego co życzliwego dużemu “biznesowi” pseudo-polityka, który dał się ograć jak dziecko, m.in. Aleksandrowi Ćwikowi, nota bene współpracującemu z Andrzejem Szarawarskim (czego nikt nie zauważył). Szarawarski to człowiek – jak podkreślali w liście do kierownictwa SLD byli dygnitarze PZPR: Jan Mitręga, Rudolf Maroń, Mieczysław Wilczyński – o którym wciąż czytamy w prasie w kontekście niejasnych transakcji, podejrzanych powiązań personalnych, szemranych interesów i przekrętów finansowych.”

Skruszony były poseł SLD wspomina w wywiadzie także o „kopertowej przyjaźni” z Barbarą Blidą i dziennikarzami. „Alexis zawierała kontakty z każdym, kto mógł być jej przydatny w interesach (czytaj w korumpowaniu i nielegalnym lobbingu). Na większą skalę zaczęła to robić m.in. za pośrednictwem firmy “Lobby”; później jednak preferowała poufne, indywidualne kontakty. Na liście skorumpowanych dziennikarzy są znane nazwiska. Dotarła do większości znaczących dziennikarzy z regionu; paru z nich to dziennikarze krajowi. Gdy wybuchła afera z “Alexis” niektórzy komentowali publicznie i samobójstwo Blidy, i działania Alexis. Są w niektórych sprawach rzeczywiście nadzwyczaj dobrze zorientowani. Jak wyglądało “oswajanie” dziennikarzy przybliżył nieco red. Cieślak, który w “Nie” z 10.05.2007 opisał, jak Alexis namawiała go do napisania artykułu krytykującego premiera Belkę po to, by w efekcie restrukturyzację polskiego hutnictwa powierzyć… Andrzejowi Szarawarskiemu. Red. Cieślak nie wspomniał, czy proponowała mu pieniądze i czy propozycję przyjął. Według mnie proponowała, ale nie wiem jak tę propozycję potraktował.

W mojej ocenie Szarawarski jest kluczem do wielu polskich afer w górnictwie, hutnictwie czy związanych z zakupem F-16, bądź transportera “Rosomak”. Wciąż jednak ukrywa się w cieniu.”

Śląska „Alexis” miała „oswoić” kogoś, kogo twarz pojawiała się w głównych serwisach informacyjnych telewizji ogólnopolskich. Ryszard Zając twierdzi, że „Dotyczy to twarzy pojawiającej się od dłuższego czasu, również obecnie. Proszę nie pytać o nazwisko. Z korumpowaniem dziennikarzy jest ten problem, że trudno to udowodnić; bowiem świadomi sytuacji dziennikarze są nadzwyczaj ostrożni. Ci, którzy biorą, nie wystawiają pokwitowań i robią to bez świadków.

W tym konkretnym przypadku Alexis – podobnie jak z byłą poseł Barbarą Blidą – zawarła przynajmniej jedną umowę, tym razem pożyczki. Po jakimś czasie dziennikarz dostał kwit, że ją spłacił, choć tego nie zrobił. Łączył ich też – tak to ujmijmy – pewien luksusowy samochód. Nie mogę podać marki, bo jest ich w Polsce niewiele”.

Śledczy pod ścianą, świadkowie milkną

Tragiczna śmierć Barbary Blidy nagłośniła prowadzone śledztwo w sprawie afery węglowej. Przedstawiciele prawa zaczęli się bronić przed zarzutami opozycji. Nie wytrzymywali jednak presji. Postanowili ujawnić to, co powinno być tajemnicą postępowania prokuratorskiego. Musiało to wpłynąć zarówno na świadków występujących w sprawie Ryszarda Zająca i Barbarę Kmiecik. Oboje zaczęli się publicznie wycofywać ze swoich oskarżeń. Słusznie wpadli w popłoch. Ryszard Zając po publikacji części jego zeznań przesłał do Sejmu oświadczenie, w którym napisał: „W związku z ujawnieniem na posiedzeniu Sejmu RP przez Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro moich danych osobowych jako świadka w śledztwie prowadzonym przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Prokuraturę Okręgową w Katowicach; także wobec rozmaitych informacji pojawiających się w mass-mediach, oświadczam: Wyrażam ogromne zdziwienie i ubolewanie, że Minister Sprawiedliwości działa na szkodę prowadzonych śledztw w tej sprawie; a postępowanie przygotowawcze przeniosło się z organów ścigania do redakcji prasy, radia i telewizji.

Jestem zdumiony, że akta prowadzonych od ponad dwóch lat śledztw ABW przybrały kształt sita, a istotne informacje w nich zawarte hurtowo przeciekają do mediów. Okoliczności faktyczne towarzyszące tym przeciekom, także medialne preludium do zatrzymań podejrzanych w sprawie (w tym Barbary Blidy), upoważniają mnie do stwierdzenia, iż celem tych śledztw wydaje się być nie ustalenie faktów, ale wzniecenie medialnej „zadymy”.

Znalazłem się w absurdalnej sytuacji, w której istotne fakty ze śledztw publikowane są w mass-mediach; w tym fakty dotyczące mojej osoby oraz treści zeznań jakie złożyłem – natomiast na mnie ciąży zakaz ujawnienia jakichkolwiek danych ze śledztw, pod rygorem odpowiedzialności karnej. Nie mogę więc prostować rozmaitych kłamstw, także podnoszonych publicznie pod moim adresem. Dziwi mnie wielce, że już plują pod moim adresem niektórzy liderzy SLD, i to akurat ci, którzy byli bliskimi znajomymi Alexis.” Obecnie, jak mówi w rozmowie z „Gazetą Finansową”, Ryszard Zając, po tym, jak nastąpiła zmiana na stanowisku ministra sprawiedliwości, mógł wreszcie na ręce prokuratora generalnego złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 231k.k., to jest przekroczenia uprawnień przez byłego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę i naczelnego prokuratora wojskowego Tomasza Szałka. Ryszard Marek Zając w rozmowie z Sylwestrem Latkowskim dla Gazety Finansowej mówi: „bez zgody prowadzącego śledztwo ujawnili moje dane osobowe, świadka. Jeden w Sejmie, drugi w swoim oświadczeniu opublikowanym na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości. Rozumiem, że minister sprawiedliwości nie miał czasu zapytać o zgodę swego podwładnego, bo ważniejsza była zadyma w mediach, ale z formalnoprawnego punktu to prowadzący śledztwo wydaje taką zgodę. Mam pismo, że nikt o to nie występował. W mojej ocenie upublicznienie mojego nazwiska w Sejmie miało jeden cel, wywołanie rozmaitych publikacji na temat tej sprawy, na szkodę śledztwa. Jest świadek, więc rzucono go na pożarcie.”

Śląska gangrena w Katowickim Holdingu

Kiedy z mównicy sejmowej Kazimierz Kutz grzmiał, że nie ma mafii węglowej, doskonale oddawał atmosferę, jaka panuje wokół tej sprawy. Wszyscy najchętniej by zapomnieli o tym, co od lat jest prawdziwym problemem na Śląsku. A problem istnieje. Tragiczna śmierć Barbary Blidy nie przykryje go. Jak wygląda śląska gangrena można pokazać na przykładzie Katowickiego Holdingu Węglowego i tajnego raportu sporządzonego przez prawniczych ekspertów dotyczącego jego działalności, do którego udało się nam dotrzeć.

Z oficjalnej strony internetowej można się dowiedzieć, że celem działalności Katowickiego Holdingu jest produkcja i sprzedaż wysokogatunkowego węgla. Dodatkowym obszarem działania jest produkcja towarów i świadczenie usług o niegórniczym charakterze w jednostkach powstałych na bazie restrukturyzowanego majątku Holdingu. W skład KHW SA wchodzą kopalnie węgla kamiennego usytuowane w rejonie miast: Katowice, Mysłowice, Sosnowiec, Ruda Śląska i Tychy: KHW SA jest jednym z największych krajowych i europejskich producentów typowych węgli energetycznych. KHW jest ponadto właścicielem, względnie współwłaścicielem wielu krajowych i zagranicznych spółek prawa handlowego o zróżnicowanym profilu działania, z których wiele powstało w procesie restrukturyzacji na bazie majątku Holdingu. Firmy te w powiązaniu z Holdingiem tworzą Katowicką Grupę Kapitałową. Firma ta jest obecnie największym pracodawcą w rejonie Katowic oraz bardzo dużym odbiorcą towarów i usług od kilkuset krajowych firm. Krótko mówiąc – duże budżety, duże pieniądze, które powinny być dobrze pilnowane.

Tymczasem według raportu, w którego jesteśmy posiadaniu wynika m.in., że istniejąca struktura zarządzająca, realizująca i kontrolująca proces zamówień publicznych w KHW nie jest skuteczna i powoduje rozmycie odpowiedzialności.

Oto niektóre ustalenia raportu:
# brak w informacjach banków, potwierdzających wysokość posiadanych środków finansowych lub zdolności kredytowej dostawcy;
# nieprecyzyjne lub niedostatecznie skuteczne ubezpieczenie złożonych ofert w miejsce złożenia wadium;
# brak wyłączenia członka Komisji Przetargowej w związku z konfliktem interesu lub skuteczne wyeliminowanie wszelkich wątpliwości w tym zakresie. Przykład? W ofercie przetargowej 177/2005 Jarosław M. występuje jako przedstawiciel dostawcy a Waldemar M. (takie samo nazwisko jak Jarosława M.) jest członkiem Komisji Przetargowej;
# niepodpisanie przez wszystkich członków Komisji Przetargowej protokołów i dokumentów przetargowych;
# niepodpisanie przez wszystkich członków Komisji Przetargowej protokołów i dokumentów przetargowych. Np. protokół 177/2005/1 podpisało 3 członków Komisji na 5 wymienionych w protokole;
# istnieją braki w sprawozdaniach z realizacji dostaw;
# rozszerzenie zakresu zamówienia poza umowę zawartą na podstawie przeprowadzonej procedury przetargu publicznego;
# nieuzasadnione stosowanie trybu z „wolnej ręki” wystąpiło np. przy realizacji oferty 95/2005 dzierżawy kombajnu ścianowego;
# brak koncentracji zamówień o tych samych cechach z powodu braku znalezienia jednego dostawcy. Tymczasem nic nie stoi na przeszkodzie, aby zgodnie z art.23 Prawo zamówień publicznych wykonawcy wspólnie ubiegali się o udzielenie zamówienia;
# nie najlepszy sposób weryfikacji ofert ubezpieczycieli i procedury wyboru oferty. Tymczasem wybór oferty na ubezpieczenie majątku może powodować ujawnienie się „gry interesów”, zarówno wśród oferujących ubezpieczenia, jak i wśród chcących decydować o ich wyborze.

Do dziś nie wiadomo, co stało się z tym raportem? Czy ktokolwiek poniósł odpowiedzialność? Jakie wnioski wyciągnięto na przyszłość?

Sprawa Blidy to koniec afery?

Powołanie specjalnej śledczej komisji do sprawy zbadania tragicznej śmierci Barbary Blidy poza medialnym ukazaniem, że afera węglowa istnieje, nie przełoży się na ściganie jej beneficjentów. Potencjalni świadkowie już wiedzą, że lepiej milczeć. Organom ścigania nie uda się zebrać wystarczającego materiału dowodowego by zaciągnąć jakiegokolwiek barona węglowego pod sąd, co najwyżej jakąś płotkę.

Ryszard Zając dla „Gazety Finansowej” z goryczą mówi: W normalnym kraju byłbym traktowany z szacunkiem, albo przynajmniej obojętnie, jako osoba, która spełniła swój obywatelski obowiązek. Nie miałem żadnego interesu, żeby opowiadać o korupcji. Uważałem, że należy walczyć z tą patologią. Stałem się jednak ze świecznika kimś w rodzaju wroga publicznego. Jak śmiałem opowiadać takie rzeczy o różnych osobach? A zwłaszcza o Barbarze Blidzie, z której teraz robi się świętą? Powiedzmy szczerze, że pani Barbara Blida nie była w tych zeznaniach najważniejsza, ale akurat popełniła samobójstwo, więc zwróciła na siebie uwagę opinii publicznej. A SLD postanowiło na tej trumnie zbić kapitał polityczny. To postępowanie nie służy temu by rzetelnie ścigać korupcję. Urządzono sobie igrzyska, w których nie mam zamiaru dalej uczestniczyć, jako osoba, która bawi lub ekscytuje tłumy. Ponoszę duże koszty osobiste. Dyskredytuje się mnie w mass-mediach, puszcza się pogłoski, że jestem rzekomo pedofilem. Sugerowano, że złożyłem zeznania w zamian za łagodne traktowanie, bo niby jestem zamieszany w aferę, a to bzdura. Nie wręczałem ani nie przyjmowałem żadnych łapówek. Nie miałem żadnych zarzutów. Robi się ze mnie oszołoma. Po tym wszystkim mało prawdopodobne jest to, żeby śledztwo zakończyło się pozytywnym wynikiem. Najwyżej parę płotek zostanie ukaranych, natomiast istota sprawy nie zostanie zbadana.

Nasi rozmówcy zgodnie podkreślają, że zbyt wielu osobom zależy, by obecny stan gangreny trawiącej Śląsk trwał. Wspomina się, że straty w obrocie węgla wynoszą od 50 do 150 miliardów złotych. Prawie budżet Polski. Pytanie – dlaczego państwo nie reaguje? – jest pytaniem retorycznym. Zmieniają się rządy, opcje polityczne i nic z tego nie wynika. Układ korupcyjny trwa. Węgiel na Śląsku jest ponad podziałami politycznymi. Z niego żyją całe rodziny. Trudno rozbić ten układ wzajemnych powiązań, interesów a jest to konieczne, by zmienić Śląsk.

Artykuł opublikowany na łamach Gazety Finansowej, 15 stycznia 2008


Zdenuncjował mnie Ziobro

Z Ryszardem Zającem ( Na zdjęciu w fotelu prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego), głównym świadkiem w sprawie afery węglowej, w latach 1993-1997 posłem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, rozmawiał Sylwester Latkowski

Ma Pan uraz do wymiaru sprawiedliwości?

W poniedziałek ponownie idę do prokuratury okręgowej. Prawie trzy lata mnie przesłuchują po kilkanaście godzin i jedyny efekt tego jest taki, że moim nazwiskiem wycierają sobie gębę rozmaici ludzie w rozmaitych miejscach. Nawiasem mówiąc, tydzień temu wysłałem na ręce prokuratora generalnego zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 231K.K., to jest przekroczenia uprawnień przez pana Ziobro i Szałka. Bez zgody prowadzącego śledztwo ujawnili moje dane osobowe, świadka. Jeden w Sejmie, drugi w swoim oświadczeniu opublikowanym na stronie ministerstwa sprawiedliwości. Rozumiem, że minister sprawiedliwości nie miał czasu zapytać o zgodę swego podwładnego, bo ważniejsza była zadyma w mediach, ale z formalnoprawnego punktu to prowadzący śledztwo wydaje taką zgodę. Mam pismo, że nikt o to nie występował. W mojej ocenie upublicznienie mojego nazwiska w Sejmie miało jeden cel, wywołanie rozmaitych publikacji na temat tej sprawy, na szkodę śledztwa. Jest świadek, więc rzucono go na pożarcie. Skutecznie, bo media zaczęły o tym mówić. Na początku była taka teza, że jestem całkowicie niewiarygodny. Kłamię. Po iluś tam miesiącach, do dnia dzisiejszego, stanęło na takiej tezie, że mówię prawdę, ale on niewiele wie, bo pewnie się tylko od Kmiecik dowiedział i niewykluczone, że to ona kłamie. Niestety to wszystko nie ma nic wspólnego z faktami.

A jakie są fakty?

Fakty są takie, że w tej sprawie było sześć aresztowań. Sprawa rozpoczęła się od moich zeznań. Potem prokuratura przesłuchała chyba z sześćdziesięciu świadków i suma tych wszystkich zeznań spowodowała, że sąd postanowił wydać nakazy aresztowania. Kilka osób przyznało się do zarzucanych im czynów. Obiektywne fakty świadczą o tym, że nie opowiadałem bajek, skoro inne osoby potwierdzały pewne okoliczności. W normalnym kraju byłbym traktowany z szacunkiem albo przynajmniej obojętnie, jako osoba, która spełniła swój obywatelski obowiązek. Nie miałem żadnego interesu, żeby opowiadać o korupcji. Uważałem, że należy walczyć z tą patologią. Stałem się jednak ze świecznika kimś w rodzaju wroga publicznego. Jak śmiałem opowiadać takie rzeczy o różnych osobach? A zwłaszcza o Barbarze Blidzie, z której teraz robi się świętą? Powiedzmy szczerze, że pani Barbara Blida nie była w tych zeznaniach najważniejsza, ale akurat popełniła samobójstwo, więc zwróciła na siebie uwagę opinii publicznej. A SLD postanowiło na tej trumnie zbić kapitał polityczny.

Decydenci wymiaru sprawiedliwości nie chcieli jednak zrobić z niej mało znaczącej postaci w aferze węglowej?

W tej sprawie pojawiały się nazwiska bardziej okazałe. Przy czym one pojawiały się w okolicznościach trudnych do sprawdzenia, natomiast pani Blida była stosunkowo łatwiej weryfikowalna, bo była przyjaciółką Alexis. Znajdowała się blisko źródła tych różnych łapówek.

Tych innych nazwisk Pan nie wymieni?

Nie, bo nie mam żadnego interesu, by znowu trwał medialny festiwal. Nigdy nie chciałem, żeby nazwiska osób podejrzanych o korupcję, czy moje nazwisko, jako świadka w tej sprawie, krążyło publicznie. Tym bardziej, żeby ujawniano, to co zeznałem. W demokratycznym kraju w ten sposób nie prowadzi się śledztwa. To jest jakaś paranoja. Akta można ujawnić dopiero wtedy, gdy zapozna się z nimi i oceni ich wartość niezawisły sąd. Sprawiedliwości nie wymierza się ani na stadionach, ani w mass-mediach.

Na czym polegała Pana współpraca z Barbarą Kmiecik?

Poznałem Alexis, kiedy byłem posłem. Przyszła na mój dyżur poselski chyba pod koniec 1994 r. Byłem wówczas sekretarzem ponadpolitycznego Parlamentarnego Zespołu ds. Restrukturyzacji Górnictwa Węgla Kamiennego. Potem wspólnie zakładaliśmy Polskie Towarzystwo Węglowe, skupiające niepublicznych przedsiębiorców funkcjonujących w górnictwie. W oparciu o m.in. jej informacje zaskarżyłem jako niezgodne z prawem uchwały Walnych Zgromadzeń wszystkich spółek węglowych w Polsce. Był nimi jednoosobowo ówczesny sekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki – Jerzy Markowski. Uchwały te imiennie wskazywały z kim spółki mogą handlować węglem. Urząd Antymonopolowy przyznał mi rację i uchylił te uchwały jako sprzeczne z prawem. Próbowałem założyć konsorcjum prywatnych firm funkcjonujących w górnictwie, które w oparciu o weryfikowalne kryteria (roczny obrót, brak zadłużenia wobec spółek węglowych itp.), mogłyby współpracować biznesowo z państwowymi spółkami, bez obaw o przekręty. Powstanie tego konsorcjum zablokowała Alexis, bo jej chodziło tylko o interesy jej własnej firmy.

Tylko tak wyglądała wasza dwunastoletnia znajomość?

Ładnych kilka lat potem, nie będąc już posłem, opublikowałem dwa artykuły o śląskim baronie SLD Andrzeju Szarawarskim. Wspomniałem w nich o Barbarze Kmiecik. Zatelefonowała do mnie, proponując mi pracę w charakterze jej doradcy; była wówczas prezesem spółki lobbingowej „Lex Moderator”. Współpraca trwała kilka miesięcy. W jej trakcie doprowadziłem m.in.do zawiązania w jej rodzinnym mieście tzw. Obywatelskiej Koalicji na Rzecz Siemianowic Śląskich, skupiającej większość podmiotów politycznych i społecznych działających w tym mieście. Przygotowywałem pakiet kilkudziesięciu projektów dla tej koalicji; których istotą była modernizacja miasta we wszystkich nieomal dziedzinach jego funkcjonowania, w oparciu o środki z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej. Niestety, w trakcie tej współpracy zdałem sobie sprawę, że dla Alexis to tylko pretekst do wejścia na salony władzy. Zostałem także oszukany w kwestiach pracowniczych, więc współpraca została przeze mnie zerwana. Szkoda, bowiem spora część tych projektów była naprawdę nowatorskim spojrzeniem na problemy Siemianowic. Wkrótce potem Barbara Kmiecik została aresztowana.

Czy to do Pana trafili prokuratorzy, czy może sam pan trafił do prokuratury?

Nosiłem się z zamiarem pójścia do prokuratury dłuższy czas, natomiast dopóki prezydentem naszego kraju był pan Aleksander Kwaśniewski, byłoby to dosyć samobójczym pomysłem. Poszedłem zeznawać, kiedy przestał być prezydentem i w momencie, kiedy została aresztowana Alexis, którą złapano zupełnie na czym innym niż sprawy węglowe. Za próbę wyłudzenia kilkuset tysięcy ze spółki Tramwaje Śląskie SA. Potem doszło dwa miliony z haczykiem z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska za machinacje związane z regulacji, rzeki Rawy. Był to znak, że parasol ochronny przestał działać. Ponieważ byłem wówczas współpracownikiem pani Alexis, znałem ją wcześniej dwanaście lat, więc składałem zeznania w sprawie dotyczącej jej interesów. W trakcie zeznań powiedziałem kilka zdań za dużo i zrobiło się ogromne śledztwo przekazane do ABW. Mogłem tego nie mówić i wszyscy byliby zadowoleni. Uznałem jednak, że korupcja, zwłaszcza na taką skalę, nie powinna mieć miejsca. Są jakieś elementarne granice przyzwoitości. To jednak było naiwnym myśleniem.

Czy prokuratorzy naciskali na Pana?

Przeciwnie. Nazwiska robiły na nich wrażenie. Kiedy usiłowałem niektóre wątki rozwijać to okazywali zniechęcenie, bo oznaczało to dla nich dodatkową pracę. Przychodziłem o 8.00 lub 9.00, a wychodziłem po 16.00. Nie widziałem wśród nich rewolucyjnego zapału, że oto dzięki tym zeznaniom mogą zrobić jakąś karierę albo kogoś usadzić. Zachowywali się bardzo profesjonalnie. Kiedy na przykład mówiłem o byłym baronie SLD ze Śląska, próbowali mnie zniechęcić, abym nie szedł dalej, bo podawałem za dużo szczegółów. To działo się za rządów ministra Zbigniewa Ziobry? Tak. Prawdopodobnie pójdę jutro do prokuratury i oświadczę, że już nic nie pamiętam. Mam tego serdecznie dość, bo oprócz zadymy politycznej nic z tego nie wynika. To postępowanie nie służy temu, by rzetelnie ścigać korupcję. Urządzono sobie igrzyska, w których nie mam zamiaru dalej uczestniczyć, jako osoba, która bawi lub ekscytuje tłumy. Ponoszę duże koszty osobiste. Dyskredytuje się mnie w mass-mediach, puszcza się pogłoski, że jestem rzekomo pedofilem. Sugerowano, że złożyłem zeznania w zamian za łagodne traktowanie, bo niby jestem zamieszany w aferę, a to bzdura. Nie wręczałem ani nie przyjmowałem żadnych łapówek. Nie miałem żadnych zarzutów. Robi się ze mnie oszołoma. Po tym wszystkim mało prawdopodobne jest to, żeby śledztwo zakończyło się pozytywnym wynikiem. Najwyżej parę płotek zostanie ukaranych, natomiast istota sprawy nie zostanie zbadana. Czyli nielegalne finansowanie liderów pewnej partii politycznej. Kliku panów z faktu, że zarządzają państwem uczyniło sobie okazję do pobierania łapówek za różne rzeczy. To nigdy nie zostanie wyjaśnione, bo akta są dziurawe jak sito, większość tych protokołów jest prawdopodobnie znana niektórym panom z Rozbrat i w innych centra partyjnych. W tej sprawie nie chodzi już o ustalenie prawdy, tylko o partyjne igrzyska.

Dla „Gazety Finansowej” rozmawiał Sylwester Latkowski, niedziela, 13 stycznia 2008.


menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Satyra dokumentalna. Po raz pierwszy kamera zagląda za kulisy szołbiznesu w Polsce. Obok znanych postaci ze sceny muzycznej jak Krzysztof Krawczyk, Marek Kościkiewicz, Robert Leszczyński, Maciej Maleńczuk, Myslovitz , Marek Sierocki, Piotr Metz, Hirek Wrona, Michał Wiśniewski, Negatyw, poznajemy nieznanych szerszej widowni decydentów, szare eminencje polskiego szołbiznesu. Film ukazuje przemilczaną dotąd stronę szołbiznesu w Polsce, w którym normą jest oszustwo, manipulacja.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS