logo
Konfrontacja

Sprzedać Śląsk Wrocław za wszelką cenę. Ślak by to trafił

01.09.2017 09:36
Grzegorz Ślak sponsorem, a potem może i właścicielem piłkarskiego Śląska? Takie dochodzą mnie głosy z Wrocławia. Delikatnie mówiąc, są to pomysły o najwyższym stopniu ryzyka.

Polska piłka klubowa, według tego co czytam, stoczyła się w przepaść. W sierpniu już nie ma nas w europejskich pucharach, większość fanów utyskuje na poziom rozgrywek. Myślę, że nie bez związku z tym wszystkim są sprawy właścicielskie i kompletny brak wpływu PZPN-u czy ekstraklasy na to, kto może być posiadaczem klubu w najwyższej klasie rozgrywkowej. Bywa, że są to ludzie „z przypadku”, nastawieni tylko na to, by zabłysnąć, szybko zarobić na piłce, albo przy tej okazji zrobić jakieś inne interesy. 

Kilka tygodni temu mieliśmy serial o kupowaniu Śląska Wrocław przez biznesmena Grzegorza Ślaka. Ostrzegałem przed tym manewrem, wskazując na szereg wątpliwości związanych z interesami tego przedsiębiorcy. Ślak w lipcu, na samym finiszu negocjacji, spasował i do transakcji kupna słynnego klubu nie doszło, ale teraz z Wrocławia dochodzą mnie głosy, że temat może wrócić. Choćby w ten sposób, że Ślak zostanie sponsorem Śląska, a z czasem może i jego właścicielem. Tak się składa, że mam garść nowych i ciekawych wiadomości na temat niedoszłego i być może przyszłego właściciela piłkarskiego klubu. 

Moi czytelnicy wiedzą, że sport to nie jest dziedzina, w której tkwię i spędzam godziny nad myśleniem o niej. Sprawa Ślaka nie zaczęła się dla mnie od strony sportu. W związku z moim nowym projektem dziennikarskim przyglądam się kwestiom tzw. mafii paliwowej, która latami działała w Polsce na potęgę. Tam też, w relacjach i dokumentach, trafiłem na nazwisko Ślaka, który akurat wyskoczył na strony sportowych serwisów w związku ze swoim nagłym, niespodziewanym zainteresowaniem piłką nożną. Opisałem sprawę w dwóch dość głośnych tekstach. A z tekstami, które odbijają się echem, jest tak, że często po ich opublikowaniu do autorów zgłaszają się kolejni rozmówcy. Tak było i tym razem. I są to, muszę powiedzieć, historie ciekawe. 

ABW z nakazem w ręku

Zacznijmy od tego, że 28 czerwca funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, na zlecenie Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu, weszli do firm związanych ze Ślakiem i zawitali w nieruchomościach do niego należących. Funkcjonariusze byli wyposażeni w postanowienia o wydaniu rzeczy, o przeszukaniach i zażyczyli sobie m.in. całości dokumentacji finansowej spółki Wratislavia Biodiesel. Tak, tak. Tej samej, która była liderem konsorcjum mającego stać się właścicielem Śląska Wrocław.

Nie chcę być gołosłowny, więc zacytuję uzasadnienie postanowienia będącego podstawą tych działań ABW: „Prokuratura Regionalna we Wrocławiu nadzoruje śledztwo w sprawie działań od stycznia 2015 do chwili obecnej we Wrocławiu i innych miejscowościach zorganizowanej grupy przestępczej, mającej na celu popełnianie przestępstw skarbowych oraz przestępstw przeciwko dokumentom, związanych z nielegalnym obrotem olejem rzepakowym i etanolem”. Dalej w uzasadnieniu opisane jest, iż chodzi o uchylanie się od płacenia podatków, poświadczanie nieprawdy w deklaracjach podatkowych i uszczuplenia należności Skarbu Państwa wielkiej wartości przez osoby reprezentujące m.in. firmę Wratislavia Biodiesel. Chodziło o coś jeszcze, a mianowicie o „podejmowanie czynności, które miały na celu udaremnienie lub znaczne utrudnienie stwierdzenia pochodzenia środków płatniczych pochodzących z przestępstwa”.

Spytałem o tę sprawę rzeczniczkę Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu Annę Zimoląg. Odpisała między innymi: „Zakres śledztwa jest szeroki, w jego toku badana jest działalność grupy przestępczej zajmującej się popełnianiem przestępstw, w tym skarbowych, związanych z wprowadzaniem na rynek polski półproduktów do wytwarzania biopaliw, z wykorzystaniem mechanizmu karuzeli podatkowej – łańcucha spółek kapitałowych utworzonych/nabytych lub już działających na terenie Polski oraz innych państw Europy (…) Zawiadomienie w tej sprawie złożył także Urząd Kontroli Skarbowej we Wrocławiu, w oparciu o informacje uzyskane od Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. Obecnie w toku śledztwa przesłuchiwani są świadkowie i gromadzona jest dokumentacja dotycząca zdarzeń badanych w jego toku. Trwa też analiza dotychczas zgromadzonego materiału dowodowego”.

Jak sami państwo widzicie, nie chodzi tu o jakieś błahostki, ale o tzw. karuzele VAT-owskie i poważne śledztwo dotyczące przekrętów na rynku paliwowym. O śledztwo, w którym jest wysokiej rangi prokuratura, są służby specjalne, a sprawa dotyczy kwot idących w miliony. Czy komuś sprzedającemu Śląsk Wrocław nie powinna zapalić się czerwona lampka, jeśli takie rzeczy dzieją się wokół spółki, która była liderem konsorcjum starającego się o klub? 

Ja mam potężne wątpliwości i na nie musi sobie też odpowiedzieć prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który był zdeterminowany przekazać klub właśnie w takie ręce. To jednak nie koniec wątpliwości. 

Firma jest, ale czy Ślaka?

W lipcu sygnalizowałem, że wokół spółki Wratislavia Biodiesel (lidera konsorcjum starającego się o kupno Śląska Wrocław) toczy się gorący spór właścicielski, a konkurenci Ślaka w najmniejszym stopniu nie mają chęci inwestować w przedsięwzięcie pod tytułem: klub piłkarski. 
Mam tu nowe informacje. Sama spółka, jak opisywałem, została założona trzy lata temu przez Tomasza Gudzowatego, słynnego fotografika i syna zmarłego w 2013 roku miliardera, Aleksandra. 
Gudzowaty junior twierdzi, że został przez Ślaka najzwyczajniej w świecie podstępnie oszukany, bo układ własnościowy w firmie miał wynosić 50 do 50, a wyszło tak, że Ślak przypisał sobie 51 akcji. I to od lat toczy się spór. Gudzowaci w ostatnim czasie sprzedali swój pakiet zagranicznemu inwestorowi.

Kilka tygodni temu pojechałem na walne zgromadzenie akcjonariuszy spółki Wratislavia Biodiesel, by sprawdzić, jak ten spór się rozstrzygnie. I zobaczyłem chaos, bałagan, a nie poukładany biznes. Oto przedstawiciele Ślaka, korzystając z kruczków prawnych, nie wpuścili polskiego przedstawiciela nowego współwłaściciela na salę. I nie raczyli zaczekać na brytyjskiego prawnika, który reprezentuje inwestora. Na prawnika, któremu skasowano połączenie lotnicze z Wielkiej Brytanii i który przez to spóźnił się o godzinę. Brytyjczyk do kamery powiedział mi, że sprawa podziału akcji w spółce jest sporna i niewyjaśniona, a jego mandant absolutnie nie zgadza się na inwestycję polegającą na kupowaniu klubu piłkarskiego!

W tym wszystkim szczególnie dziwi mnie jedna rzecz. Otóż miasto Wrocław wynajęło, kosztem 600 tysięcy złotych, znanego w środowisku piłkarskim prawnika Jacka Masiotę, by przeprowadził proces sprzedaży Śląska. Za tak gigantyczne pieniądze pan mecenas nie zrobił rzeczy podstawowej. To znaczy nie raczył sprawdzić najprostszych informacji dotyczących głównego kontrahenta, czyli Grzegorza Ślaka. Na koniec mam dla państwa wątek, który nie był do tej pory opisywany i jest wisienką na torcie. 

Mafia paliwowa i Colloseum

Otóż pan Ślak przedstawia się jako rzetelny, odpowiedzialny biznesmen. Tak się składa, że mam przed sobą dokument stworzony kilka lat temu przez prokuratora Rafała Babińskiego z ówczesnego Wydziału do spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. Jest to umorzenie śledztwa przeciw Ślakowi. Umorzenie wynikające z braku penalizacji pewnych działań biznesowych w czasach, gdy były one podejmowane. Potem przepisy się zmieniły i Ślak miał dużo szczęścia, że nie stało się to wcześniej.

Prokurator Babiński na kilkudziesięciu stronach opisuje metody działania Ślaka i powiem szczerze, że od dawna nie czytałem czegoś tak mocnego z pogranicza kryminału, biznesu i bankowości. Chodzi o czas z przełomu wieków, gdy Ślak (objęty w śledztwie wysokim poręczeniem majątkowym i policyjnym dozorem) był wicedyrektorem oddziału banku BPH w Rybniku. Ślak udzielał tam kredytów Grzegorzowi Pawlikowskiemu, partnerowi w biznesach głównych bohaterów mafii paliwowej z przełomu wieków, którymi byli Jan Bobrek i Arkadiusz Grochulski ze słynnej szczecińskiej firmy BGM. Sposób, w jaki Grzegorz Ślak udzielał tych kredytów był niesłychany. A było tak, że potrzebującego pilnie gotówki Grzegorza Pawlikowskiego do wicedyrektora Ślaka sprowadził Józef Jędruch, główny bohater słynnej afery Colloseum, polegającej na próbie przejmowania za długi polskich hut. Jędruch potem uciekł z Polski, ukrywał się za granicą, ale w końcu został schwytany i po latach osądzony. Za przyprowadzenie Pawlikowskiego do Ślaka Jędruch zażądał 1,2 mln złotych z przyszłego kredytu. Ślak zaś za wydanie przez siebie pozytywnej decyzji zażyczył sobie przelania miliona złotych na wskazane konto. Prokurator Babiński opisuje w dokumencie, który mam przed sobą: „Wymieniona przez Grzegorza Ślaka kwota miała zostać przeznaczona w części dla Józefa Jędrucha i firmy Colloseum, zaś w części dla Grzegorza Ślaka i stanowić miała jego »wynagrodzenie« za zgodę na udzielnie kredytu”. Pawlikowski wyraził zgodę i dopiero wtedy został przez Ślaka zaprowadzony do podległej mu pracownicy banku, z którą – jak opisuje prokurator – wicedyrektor Ślak pozostawał w zażyłych, osobistych relacjach. – Podkreślić w tym miejscu należy, że udzielanie kredytów na kolejne firmy każdorazowo uwarunkowane było przelaniem określonych kwot na konta firm wskazanych przez Grzegorza Ślaka – pisze prokurator. Łącznie wspominany Pawlikowski przekazał Jędruchowi i Ślakowi kwotę 3,7 mln złotych, z czego do rąk Ślaka trafiło co najmniej 800 tysięcy złotych.

Jak wykazało śledztwo, w ciągu roku podejmowania decyzji o kredytach dla Pawlikowskiego Ślak dwa, trzy razy w tygodniu odbywał spotkania towarzyskie w restauracjach na Dolnym Śląsku, które każdorazowo opłacał… Pawlikowski. Mechanizm skonstruowany był tak, że Pawlikowski (z pogwałceniem wszelkich reguł bankowych) dostawał kolejne kredyty od Ślaka, którymi spłacał poprzednie zobowiązania swoje i np. Józefa Jędrucha z Colloseum. Jednocześnie część prowizji trafiała do wicedyrektora Ślaka, którego na dodatek Pawlikowski sponsorował. Śledztwo wykazało, że chodziło o niekorzystne rozporządzanie mieniem wartym 44,5 mln złotych. W toku postępowania okazało się, że Pawlikowskiemu udało się spłacić zobowiązania wobec BPH. Sam Ślak miał ogromne szczęście, że przepisy kodeksu karnego zmieniły się po okresie objętym zarzutami wobec niego. Mowa o artykule 296a § 1, który mówi karze do 5 lat więzienia za przyjmowanie korzyści majątkowych w zamian za podejmowanie konkretnych decyzji, w tym przypadku decyzji o udzielaniu kredytów. Oczywiście w śledztwie Ślak twierdził, iż wszystkie kredyty udzielane były prawidłowo, a on żadnych łapówek nie przyjmował. Prokuratura uznała te wyjaśnienia podejrzanego Ślaka za całkowicie niewiarygodne w świetle zebranych dokumentów, zeznań pracowników banku, innych świadków.

Takie właśnie przygody biznesowe ma niedoszły, ale może przyszły zbawiciel polskiego futbolu.

Książka

Sylwester Latkowski jest reżyserem, scenarzystą, dziennikarzem, producentem filmów; autorem filmów i książek.