Ponure czasy dla dziennikarzy

Chcę zwrócić państwa uwagę na bardzo niebezpieczny precedens zastosowany przez sąd w Gdańsku. Jego orzeczenie jest tłumieniem wolności słowa i tępieniem mediów. Powinni na nie zwrócić uwagę wszyscy dziennikarze, niezależnie od środowiskowych sporów.

Mariusz-Olech-Amber-Gold.jpg

6 lat temu, wraz z Michałem Majewskim, opisywaliśmy kulisy afery Amber Gold. Udało nam się wtedy dotrzeć do planu śledztwa dotyczącego tej sprawy, który przygotowała Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dla każdego, kto zajmował się dziennikarstwem dłużej niż kilka dni, jasne jest, że wgląd do takiego dokumentu to nie lada gratka. Szczególnie gdy się go ma, kiedy aferą żyje cały kraj!

W tym planie mowa była o tym, że w 2011 roku w domu biznesmena Mariusa Olecha (nie podaliśmy jego nazwiska) odbyło się spotkanie, w którym brali udział m.in. gospodarz oraz Marcin P. – twarz Amber Gold. W planie śledztwa podano, że rozmowy te były poświęcone lotniczym interesom, a z tych rozmów wykluła się potem spółka OLT Express. Opisaliśmy ten fragment planu śledztwa, obok innych, w dużym tekście (tu link do tego materiału https://www.wprost.pl/340092/Taki-parabank-jakie-panstwo). Nie na początku, ale głęboko w tekście, nie robiliśmy z tego żadnej sensacji, zadzwoniliśmy do Olecha po komentarz i zaprezentowaliśmy jego opinie. Standardowe dziennikarskie działanie, jakich wiele.

Olech pieniaczy się, inaczej tego nazwać nie mogę, o ten tekst od blisko sześciu lat. Ściga nas po sądach. Jeden z takich procesów o ten właśnie tekst odbywa się teraz w Gdańsku. I tu zmierzam do istoty tego króciutkiego wpisu. Sąd w trakcie trwającego procesu, ale bez mojej wiedzy, postanowił zabezpieczyć moje przychody do kwoty 20 tysięcy złotych z oficyn wydawniczych, które publikują moje książki. Po pierwsze jest to szykana, która podważa moją renomę w oczach wydawców. W świetle zabezpieczenia sąd stawia mnie w roli osoby finansowo niewiarygodnej. A to jest nieprawda.

Po drugie, i to jest ważny precedens dla środowiska dziennikarskiego, bez podziałów środowiskowych.

Otóż mamy tu do czynienia z „okrężną”, bo dokonywaną za pomocą instrumentów finansowych, akcją wymierzoną w wolność dziennikarską. To sygnał ostrzegawczy, by odpuszczać sobie sprawy. Nie są mi znane, a funkcjonuję w środowisku dziennikarskim od wielu lat, przypadki stosowania zabezpieczeń majątkowych w sprawach o obronę dóbr osobistych związanych z krytyką prasową. 

Oczywiście prawnik zażalił decyzję sądu. Natomiast ja sam czuję się jak w świecie Kafki.

Sąd (bez mojej wiedzy i jakiegokolwiek wyroku) zamraża mi honoraria z powodu sprawy, przy której napisałem prawdę od A do Z! Takie są właśnie realia uprawiania dziennikarstwa w obecnej Polsce.

Sylwester Latkowski