Narodziny mafii na stadionach

Reportaż Szymona Jadczaka wyemitowany w Superwizjerze TVN pokazuje, że pseudokibice to problem, o którym przez chwilę głośno w mediach, a potem zapada cisza. Poniżej fragment książki Sylwestra Latkowskiego i Piotra Pytlakowskiego "Biuro Tajnych Spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego" (2012).

mafia2.jpg

Kraków, siedemnasty stycznia 2011 roku. Kilka minut przed dziesiątą rano ulicą Wysłouchów (osiedle Kurdwanów) jechał swoim srebrnym audi trzydziestotrzyletni Tomasz Cz., zwany Człowiekiem. W lusterku dostrzegł zbliżającego się z niepokojącą szybkością jeepa. Być może rozpoznał kierowcę, bo dodał gazu, próbował uciekać. Jeep zajechał mu drogę, staranował go, audi uderzyło w ścianę cukierni. Samochody zatrzymały się na metalowym ogrodzeniu chroniącym nieczynny drewniany kiosk spożywczy.

Tomasz już chyba wiedział, co się za chwilę stanie. Wyskoczył z auta, pobiegł przed siebie. Za nim ciągnęła cała sfora, kilkunastu młodych mężczyzn. Przyjechali kilkoma samochodami. Część czekała już wcześniej, schowana między blokami. Kaptury, kominiarki, maczety, bagnety, długie noże. Tomasz wypadł na osiedlową drogę, dostrzegł śmieciarkę z otwartą szoferką, wskoczył do środka. Tamci nie odpuścili, wyciągnęli go za nogi. Zaczęli miarowo uderzać. Później okazało się, że Tomaszowi Cz. zadano ponad sześćdziesiąt ran, ciętych i kłutych. Umarł w karetce pogotowia. Po napastnikach nie został nawet ślad.
Tomasz Cz. za życia nie był święty. Wśród chuligańskich kręgów fanów Cracovii był na szpicy. Rządził nimi na zmianę z Metalem, ale tak naprawdę nie było tam jednego wodza. Byli ludzie z autorytetem i reszta. 
Ludzie z autorytetem to bracia W. oraz niejaki Tyca, Master, Metal i Człowiek. Metal siedział, podejrzany o udział w zabójstwie kibica Wisły, ale ostatnio wyszedł. 
Człowiek miał szczególny autorytet w grupie bojowej. Mocny facet, trener kick-boxingu, sprawdzony w walkach. Doskonale nadawał się do udziału w odwiecznej świętej wojny kibiców krakowskich.
Zbigniew Maj zwrócił uwagę, że Tomasz Cz. musiał mieć jakieś zaburzenia sensoryczne, był mniej wrażliwy na ból. Sekcja zwłok wykazała, że jego ciało miało sporo starych ran. Rana na ranie, normalny człowiek już byłby kaleka albo umarł.

Wojna pomiędzy kibicami Cracovii a kibicami Wisły już dawno nabrała krwawego charakteru. Kiedyś ograniczała się do skandowania obraźliwych haseł, a z początkiem lat dziewięćdziesiątych rozlała się na ulice. Przed meczem Polska–Anglia (Chorzów, 1993) podczas bójki w tramwaju kibice Cracovii śmiertelnie ugodzili nożem osiemnastolatka, fana Pogoni Szczecin. Podczas meczu wybuchły zamieszki na trybunach. To był mecz reprezentacji, ale bili się osobnicy w barwach klubowych. Cracovia z Wisłą, Górnik z Ruchem, każdy z każdym. To właśnie wtedy fani Cracovii zdobyli krwawą markę w całej Polsce.
Wielbiciele Białej Gwiazdy (Wisła) nie chcieli być gorsi. Też uzbroili się w noże i maczety. Nastała trwająca do dzisiaj wojna najazdowa. Osiedle na osiedle, ulica na ulicę, blok na blok. To nie znaczy, że w Krakowie na co dzień biegają po ulicach ludzie z maczetami. Na ogół jest bezpiecznie. Ale co pewien czas dochodzi do przesilenia. Wtedy skrzykują się bojówkarze, naciągają na głowy kaptury, zbroją w ostry sprzęt i ruszają na polowanie. Wówczas padają ofiary.
W 2003 roku zginęło trzech kibiców, dwaj spośród nich byli spod znaku Białej Gwiazdy. W 2004 roku oddał życie kolejny kibic Wisły, siedemnastolatek znany pod ksywką „Fujin”. Jego bojówka kilka tygodni wcześniej poraniła nożami fana Cracovii, ten szukał potem zemsty. W 2006 roku zginął sympatyk Wisły. Zabito go w odwecie za to, że kibice Białej Gwiazdy ukradli flagę klubową Cracovii. W 2008 roku kolejny śmiertelny atak na kibica Wisły. W 2010 roku zginęło trzech kibiców Wisły, dwaj inni (jeden z Cracovii) odnieśli ciężkie rany. Z przytoczonej listy wynika, że to Cracovia zwyciężała w ulicznych napadach. Styczniowy atak na Tomasza Cz. to dla wiślaków powód do dumy. 
– Pokazaliśmy, kto rządzi w mieście – mówił nam piętnastoletni uczeń gimnazjum, mieszkaniec ulicy Bojki, wiślackiej enklawy w zdominowanej przez fanów Cracovii dzielnicy Podgórze.
Wojnę toczą dorośli liderzy bojówek klubowych, ale ofiarami padają głównie małolaty. Kiedy kondukt żałobny podążający za trumną Człowieka zmierzał na cmentarz przy ulicy Wspólnej (Wola Duchacka), z okien Gimnazjum imienia Majora Hubala śledzili wydarzenie zafascynowane dzieciaki. To, czy zostaną piknikami, ultrasami czy bojówkami Cracovii lub Wisły, zależy od przypadku. Jeżeli ojciec kibicował Wiśle, syn pozostanie przy tym klubie. Jeżeli starsi koledzy ze szkoły albo z klatki schodowej kibicują Cracovii, jest więcej niż pewne, że małolat przejmie od nich tradycję. Pójdzie na stadion i już tam zostanie. Wyposaży się w szalik, pokocha swoją drużynę na dobre i złe. A potem przylgnie do ekipy, stanie się chłopakiem z klubowej wiary. Jeżeli inni odkryją w nim talent, awansuje do ultrasów, a jeżeli zadba o mięśnie, zostanie pasowany na członka bojówki. Potem z tego być może wyrośnie, założy rodzinę, zniknie ze stadionu. Ale może nie zdążyć, zanim dojrzeje, bo spotka go los Człowieka albo odwrotnie – sam kogoś porani lub zakłuje na śmierć.

Chory kodeks kibica

– A Kraków? – zapytaliśmy.
– Wpierw krótkie wprowadzenie – odpowiedział Zbigniew Maj. – Jeśli chodzi o pseudokibiców, to mają niepisany kodeks honorowy. Oni zrobili sobie z pseudokibicowania i bijatyk sposób na życie. Codziennie ćwiczą, zazwyczaj nie palą, nie ćpają. Jeżeli walczą, to z ochraniarzami. I zero ostrych narzędzi. Jedyne miasto w Polsce, gdzie tak nie jest, to właśnie Kraków. Kibice Wiary Lecha nie chcą jeździć na spotkania z Wisełką, bo tam jest wewnętrzny matrix. Być może to efekt błędu ze strony policji i prokuratury w Krakowie. Wynik tej tak zwanej swobodnej szkoły krakowskiej, mniej restrykcyjnej w egzekwowaniu prawa. Doprowadzono do tego, że w Krakowie grupy przestępcze, pseudo kibice mają na dzień dzisiejszy w ramach swojego kodeksu nie użycie pięści, tylko się nawalają ostrymi narzędziami. To jest chore, ale w tym kodeksie mają zasadę, że mogą się kłuć nożami, maczetami od pasa w dół. A przecież w momencie, kiedy wychodzą emocje, a to są emocje zwierzęce podczas takiej walki, nikt nie będzie patrzył, czy kłuje od pośladka w dół, czy w górę. Tylko pociągnie maczetą przez plecy. 

Sylwester Latkowski, Piotr Pytlakowski "Biuro Tajnych Spraw. Kulisy Centralnego Biura Śledczego", Wydawnictwo Czarna Owca (2012)