Autorzy przytaczają fragment ekspertyzy biegłego, który powinien skłaniać do refleksji nad śmiercią Franiewskiego w celi numer 11 aresztu śledczego w Olsztynie.
Biegły o śmierci Franiewskiego napisał: "Sposób przeprowadzenia samobójstwa świadczy o świetnej znajomości anatomii człowieka. Pętla posiadała zawiązane dwa supły (praktyka niespotykana). Powodowało to uciśnięcie tętnic przez co osadzony w pierwszej kolejności stracił przytomność, a następnie osunął się o dwa, trzy centymetry. To powodowało zaciśnięcie pętli i jego uduszenie. Osadzony w ten sposób uniknął reakcji obronnych - nie szamotał się".
Dodajmy do tego, że w moczu zmarłego znajdowały się śladowe ilości alkoholu i amfetaminy. Wcześniej Franiewski skarżył się w listach, że coś mu podsypują do jedzenia. Samo porwanie nie mogło być wykonane tylko przez osoby, które prokuratura oskarżyła. Ktoś musiał jeszcze za nimi stać, wspierać porywaczy. Portret osobowościowy zabójcy Krzysztofa Olewnika każe raczej oczekiwać innego zachowania niż popełnianie samobójstwa w pilnie strzeżonej celi.
Zbyt wiele jest wątpliwości w tej sprawie, ale Marek Staszak, prokurator krajowy swoje wie: - Wersja samobójczej śmierci, bez udziału osób trzecich, jest najbardziej prawdopodobna – mówi dziennikarzom.
"Franiewski z trudem - bo wcześnie zaczął kraść - wyuczył się na ślusarza. Jego uniwersytetem były więzienia. Czy uczą w nich anatomii? Może." |