menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Warszawska ośmiornica
Grudzień 2005 r. - za kraty trafia przestępcza grupa Janusza Grafa. Maj 2006 r. -aresztowanie pięciorga wysokich urzędników ministerstwa finansów. Lipiec 2006 r. – kajdanki na rękach Pawła Bujalskiego, byłego wiceburmistrza gminy Warszawy-Centrum. Kto następny?

Po aresztowaniach w ministerstwie finansów ogłoszono, że prokuratura, policja i ABW przystąpiły do rozbijania układu. W atmosferze pewnej euforii informowano o kolejnych zatrzymaniach. Zapowiadano, że niebawem śledczy dotrą do polityków, sędziów i prokuratorów zamieszanych w malwersacje. Ale od kilku tygodni nad prowadzonymi śledztwami zaciągnięto kurtynę milczenia.

W materiałach ze śledztw pojawiają się nazwiska bardzo znanych osób. Przewija się łańcuch postaci pozostających ze sobą w przeróżnych konfiguracjach. Tworzą go urzędnicy, gangsterzy, biznesmeni i politycy zarówno z lewej jak i prawej strony. Miedzy nimi jak łącznik krąży Janusz G.. ps. Graf. To kluczowa osoba zarówno w aferze ministerstwa finansów jak i w tzw. układzie warszawskim (samorządowcy, którym zarzuca się rozstrzyganie przetargów za łapówki).

Graf to biznesmen związany z gangiem pruszkowskim. Dobry znajomy byłego przewodniczącego Rady Warszawy Bogdana Tyszkiewicza i wielu polityków warszawskich. Nie przeszkadzał im fakt, że Grafowi przeważnie towarzyszyli umięśnieni i wygoleni faceci. Dobrze wiedzieli, że to środowisko gangsterskie. Nie przeszkadzało im to, a nawet przeciwnie, z takimi ludźmi robi się korzystne interesy. Graf sporo inwestował w tereny warszawskie. Kupował i sprzedawał nieruchomości, nabywał place. Miał skuteczne dojścia do urzędników samorządowych i z ministerstwa finansów. Aresztowanej niedawno wysokiej urzędniczce resortu finansów Elżbiecie Z. za załatwienie ulg podatkowych zapłacił przynajmniej 100 tys. zł. Swoje partie rozgrywał na kilku frontach. Handlował fałszywym paliwem, które przechowywał w dzierżawionych bazach paliwowych wokół Warszawy (korzystał z przychylności pewnego generała). Prał brudne pieniądze. Kradł samochody. Przemycał narkotyki.

Śledztwa, które ostatnio nabrały tempa, dotyczące korupcji w ministerstwie finansów i malwersacji przy przetargach na nieruchomości i inwestycje warszawskiej, łączy nie tylko osoba Janusza G., ps. Graf. Krąg postaci jest liczny. Składa się z biorących, dających, ochraniających i tzw. pośredników, czyli załatwiaczy. Wśród ochraniających było przynajmniej kilku oficerów policji. Podejrzewa się też niektórych prokuratorów. Załatwiacze, to np. doradcy podatkowi (aresztowany Tomasz J.) i radcy prawni z pewnej znanej kancelarii. Wędrowali po gabinetach, gdzie wszyscy znali wszystkich. Bywali w resorcie finansów, Urzędzie Miasta i magistratach dzielnicowych. Układ wydawał się bezpieczny i szczelny, bo stały za nim wielkie pieniądze, a zarobić chciał każdy.

W śledztwach pojawiają się też wątki tajemniczych śmierci i zaginięć. Jest nadzieja, że wreszcie zostaną wyjaśnione, a sprawcy ujawnieni. Okaże się wtedy, kto tak naprawdę stał za rzekomym samobójstwem byłego szefa GUC i działacza SLD Ireneusza Sekuły, za porwaniem i zamordowaniem gracza giełdowego Piotra Głowali, komu zależało na śmierci warszawskiego samorządowca Bogdana Tyszkiewicza. Dowiemy się też o losach zaginionego przed wieloma miesiącami biznesmena Rudolfa Skowrońskiego.

Kandydat na koronnego

Afery ministerstwa finansów i układu warszawskiego bada zespół czterech prokuratorów z warszawskiej Prokuratury Okręgowej. Cała sprawa zaczęła się prawdopodobnie od zeznań złożonych przez Adama Jankowskiego (nazwisko zmienione). Jankowski (34 l.) od połowy lat 90. działał w otoczeniu Janusza G., ps. Graf. Był kimś w rodzaju jego asystenta. Zajmował się głównie drobnymi oszustwami, miał też sprawę o dokonanie gwałtu. Drogi Grafa i Jankowskiego rozeszły się zaraz po zabójstwie gracza giełdowego Piotra Głowali (27 maja 2004 r.). Prawdopodobnie miało to związek z tą sprawą. Przypomnijmy, Piotr Głowala w imieniu Grzegorza Wieczerzaka próbował wyegzekwować pieniądze od prezesa XIV NFI Janusza Lazarowicza. W nagraniu rozmowy telefonicznej, jaką prowadzili, jest fragment, który stawia Lazarowicza w kręgu podejrzanych. Mówi on do Głowali: „Pan sobie kopie grób”. Wkrótce potem w okolicach Góry Kalwarii znaleziono ciało Piotra Głowali. Zginął od ciosów ostrym narzędziem (podejrzewa się, że była to maczeta). Śledztwo od początku toczyło się niemrawo. Podejrzewano, że wykonawcą mógł być pewien bandyta z Trójmiasta, znany z sadystycznych metod okaleczania swoich wrogów, ale to był błędny trop.
Według naszych informacji, jeden ze świadków ujawnił niedawno, że o unieszkodliwieniu Głowali rozmawiano w maju 2004 r. w mieszkaniu Grafa, przy ul Inflanckiej w Warszawie. Graf prowadził wtedy ożywione kontakty biznesowe z Januszem Lazarowiczem. Być może żądania Głowali zagrażały ich wspólnym interesom.
Adam Jankowski dużo wiedział o tajemnicach Grafa. Posiadał też szereg dokumentów, których ujawnienie mogło narazić na szwank interesy Grafa. Doszło między nimi do publicznej kłótni, Graf uderzył Jankowskiego. Ten uciekł i od tej pory ślad po nim zaginął.

Jankowski ukrywał się m. in. w Poznaniu. Korzystał też z pomocy swojego kolegi Tomasza S. z Komorowa, członka grupy pruszkowskiej. To u niego szukał Jankowskiego detektyw Krzysztof Rutkowski, wynajęty w tym celu przez Grafa. Rutkowski w rozmowie z nami (tuż przed swoim aresztowaniem) nie zaprzeczył, że wykonywał takie zadanie. Miał w imieniu mocodawcy zaoferować Jankowskiemu sporą sumę za oddanie kwitów.

Jankowski czuł, że pętla wokół niego zaciska się. Szukał kontaktu z ABW, negocjował z funkcjonariuszami CBŚ. Wreszcie oddał się w ręce prokuratora. Został aresztowany, bo ciążyło na nim szereg kryminalnych zarzutów. Od początku zaczął ujawniać wszystko co wie. Prawdopodobnie (nikt tego oficjalnie jeszcze nie potwierdza) wdrożono wobec niego procedurę świadka koronnego. To na podstawie m. in. jego zeznań najpierw w grudniu 2005 r. aresztowano Janusza Grafa, a w maju br. aresztowano pięcioro wysokich urzędników ministerstwa finansów.

Ostatnie zeznania Bogdana T.

Drugi świadek, kluczowy dla prokuratury, zginął zamordowany w lipcu 2005 r. Wydawało się, że były przewodniczący Rady Gminy Warszawa-Centrum Bogdan Tyszkiewicz swoje tajemnice zabrał do grobu. Wiedziano, że jest głęboko uwikłany w warszawskie machlojki. To jeden z twórców układu warszawskiego. Karierę samorządową zawdzięczał Pawłowi Piskorskiemu, wówczas młodemu działaczowi UW. Dzięki niemu został szefem rady i zawiązywał koalicję UW z SLD. Julia Pitera, działaczka samorządowa, a dzisiaj posłanka z listy PO, nazwała go: macho z półświatka. Pewny siebie, otoczony pięknymi kobietami, ubrany w kolorowe wzorzyste koszule i czerwoną kamizelkę, z czernionymi włosami. Wdrapał się na szczyt, ale szybko z niego spadł. Alkohol, narkotyki, złe znajomości. Zginął od noża we własnym domu. Zabójcą był jego znajomy, 45-letni Białorusin Andriej F.

Ale Tyszkiewicz krótko przed śmiercią zdążył złożyć wyczerpujące zeznania. Był w psychicznym dołku, ktoś mu groził, postanowił więc pójść na współpracę z organami ścigania. Obciążał siebie i innych. Być może liczył, że dostanie status świadka koronnego. Prawdopodobnie tę szczerość okupił życiem.

Po jego śmierci policja dokonując przeszukania domu znalazła tajny notatnik, w którym Tyszkiewicz bardzo precyzyjnie spisywał wszystko co dotyczyło jego lewych interesów. Nazwiska, daty, sumy. Najczęściej pojawiało się tam nazwisko Pawła Bujalskiego, aresztowanego niedawno byłego wiceburmistrza Warszawy-Centrum. Ale wymieniana była cała plejada innych polityków i urzędników samorządowych. Przy każdym informacja: ile i za co. Lista jest długa, a nazwiska znane w Warszawie. Nie ujawniamy ich, bo prokuratura nie postawiła im jeszcze zarzutów. Wciąż zbierane są dowody. Prawdopodobnie niebawem dojdzie w Warszawie do całej serii głośnych aresztowań.

Aresztowany w lipcu na lotnisku Okęcie Paweł Bujalski nie przyznaje się do winy, ale poza zeznaniami i notatkami Tyszkiewicza śledczy mają w ręku inne mocne dowody. W sprawie tzw. układu warszawskiego zatrzymano już kilka osób. Jedna z nich, urzędniczka samorządowa, złożyła wyczerpujące wyjaśnienia. Krótko przed zatrzymaniem Bujalskiego do aresztu trafił Marek Sz., ostatnio dyrektor pionu informatycznego w firmie Budimex. To on miał w latach 1996-97 wręczyć Bujalskiemu 200 tys. zł łapówki w zamian za korzystne rozstrzygnięcie przetargu. Marek Sz. był w tamtym czasie prezesem firmy komputerowej Budimex Soft, spółki-córki Budimexu na którego czele stał wtedy Grzegorz Tuderek. Dodatkowego smaczku tej historii dodaje fakt, że dzisiaj Tuderek jest kandydatem Samoobrony na fotel prezydenta Warszawy.
Bogdan Tyszkiewicz miał licznych przyjaciół, ale szczególnie cenił sobie bliskie znajomości z gangsterami z Pruszkowa. Najpierw z Nastkiem i Krakowiakiem, potem z Masą, a pod koniec życia z Grafem. Bez wątpienia był zafascynowany osobowością Janusza G. W swoich zeznaniach z 2005 r. ujawnił nieznany dotychczas fakt, który rzucił nowe światło na sprawę śmierci w marcu 2000 r. Ireneusza Sekuły. Według dotychczasowych ustaleń były wicepremier z rządu Mieczysława Rakowskiego popełnił samobójstwo strzelając sam do siebie aż trzykrotnie. Według zeznań Tyszkiewicza, w dniu śmierci Sekuły podwoził do jego biura właśnie Grafa i niejakiego Adama Ch. Prawdopodobnie ich wizyta miała związek z tajemniczą śmiercią pana „Cygaro”, jak nazywano Sekułę.

Policyjne trzęsienie ziemi

Adam Ch. jeden z bossów tzw. mafii paliwowej, prezes konsorcjum Victoria, od wielu miesięcy siedzi w areszcie. Przez lata uchodził za człowieka służb. Sam zresztą informował, że pracuje dla UOP (potem ABW). – Biznesu uczył się u Roberta Poczmana – mówi poznański przedsiębiorca, bliski znajomy Poczmana. – Kiedy Robert popadł w kłopoty żalił się, że wychowywał tego Adama jak syna, a ten nie chce się teraz odwdzięczyć.

Robert Poczman, właściciel kompleksu turystycznego „Orle Gniazdo” w Szczyrku i prezes Fundacji Ofiar Holocaustu w Warszawie (sam ofiarą nie jest, ale dzięki Fundacji dostał od miasta lokal przy ul. Marszałkowskiej), jest bliskim znajomym Janusza Grafa.
Do aresztu w którym przebywa Adam Ch. dochodzą niepokojące dla niego wieści. Zapewne wie już o fragmencie zeznań Tyszkiewicza, które dotyczą jego wizyty u Sekuły. Wie też, że od wiosny naczelnikiem warszawskiego zarządu CBŚ został Jarosław Marzec, poprzednio naczelnik zarządu gdańskiego. Adam Ch. ma powody, aby obawiać się Marca, który tropił jego przestępstwa jeszcze w Trójmieście. Do kilku stołecznych dziennikarzy trafiły niedawno materiały, które mają Marca skompromitować. Dotyczą jego przeszłości, konfliktu rodzinnego jeszcze z czasów, kiedy był szefem CBŚ w Gdańsku. Według naszych informacji Adam Ch. byłby skłonny sporo zapłacić za unieszkodliwienie szefa warszawskiego CBŚ. Jarosław Marzec: - Zdecydowanie odmawiam komentarza.

Marzec ma groźną wiedzę nie tylko o powiązaniach Adama Ch. Do stolicy przyszedł niedawno, nie zna ludzi, nie wiążą go żadne zobowiązania z tzw. Warszawką, ani towarzyskie, ani polityczne. Po prostu gliniarz, który robi swoje. Powołał zespół złożony z 24 zaufanych oficerów CBŚ – niektórych specjalnie ściągnął z terenu. Najpierw przejrzeli stare sprawy, te którym grozi przedawnienie. Okazało się, że prowadzone osobno, rozczłonkowane, rozmywały się. Ale zblokowanie ich i poddanie gruntownej analizie ujawniło zadziwiające zbieżności. Podobne mechanizmy, powtarzające się nazwiska i miejsca. Analitycy policyjni rozrysowali siatkę kryminalnych powiązań. Idealnie wpisała się w plan warszawskich inwestycji, pokryła z decyzjami urzędników samorządowych, przenikła do ministerstw.

Stare sprawy odżywają. To sygnał ostrzegawczy dla osób, które mają coś na sumieniu. Na wysokich szczeblach w CBŚ, KSP i KGP trwają ożywione ruchy kadrowe. Jednych odwołują przełożeni, inni sami składają dymisje. Po cichu zniknął jeden z wicekomendantów stołecznej policji. – Został odwołany bez podania przyczyn – informuje rzecznik KSP Mariusz Sokołowski. Od dawna przebąkiwano o nieformalnych związkach tego wicekomendanta, a wcześniej szefa m. in. wolskiej komendy, z pewnym warszawskim centrum handlu meblami. Na terenie tego kompleksu ma siedzibę wiele firm. Niektóre z nich od lat są podejrzewane o udział w nielegalnym obrocie paliwami. Dotychczas policja omijała je szerokim łukiem. Według policjantów, centrum meblowe było pod ochroną nie tylko wspomnianego wicekomendanta stołecznego, ale i wysokich oficerów z warszawskiego CBŚ.

Ochrona ośmiornicy

Przez lata pod okiem warszawskich policjantów i prokuratorów działały bezkarnie urzędnicze gangi. Aresztowanym dyrektorom z ministerstwa finansów zarzuca się przyjmowanie łapówek w zamian za stosowanie upustów finansowych w latach 1994-2004. Układ warszawskich samorządowców największe zyski osiągał w drugiej połowie lat 90. Prowadzono w tym czasie różne śledztwa, ale przeważnie były spowalniane i umarzane. Prokurator Krajowy Janusz Kaczmarek (też przyszedł do Warszawy z Gdańska) zapowiada rozliczenie tych prokuratorów, którzy chronili tutejszą ośmiornicę.

Rudolf Skowroński, właściciel firmy Intercommerce, który wymieniany jest wśród przedsiębiorców korzystających z „uprzejmości” dyrektorów MF, zaginął wiele miesięcy temu. Pod uwagę brano dwie wersje: został uprowadzony, albo sam uciekł i ukrywa się. Ale, jak wynika z naszych informacji, chociaż oficjalnie ogłoszono wszczęcie poszukiwań, nie wykonano nic, aby Skowrońskiego znaleźć. Nie założono podsłuchów, nie sprawdzono operacyjnie miejsc w których mógł przebywać (ma nieruchomości na Mazurach, w Sudetach i okolicy Świnoujścia). Dopiero teraz nadgania się utracony czas.

U innego korzystającego z podatkowych zwolnień, Henryka Stokłosy, byłego senatora z Piły, właściciela potężnej firmy przerabiającej odpady zwierzęce, przeprowadzono przeszukanie. Zabezpieczono m. in. twarde dyski z jego komputerów. Ich zawartość nadal jest badana. Stokłosie nie postawiono zarzutów, chociaż urzędnicy z MF do aresztu trafili za zwalnianie go z podatków, za co mieli dostawać łapówki. Tę sprawę prowadziła już w 2002 r. jedna z poznańskich prokuratur. Z dwóch podejrzanych, tylko Sławomir M. usłyszał wtedy zarzuty, ale jego sprawa do dzisiaj nie znalazła sądowego rozstrzygnięcia. Drugi dyrektor z ministerstwa finansów Andrzej Ż. nie został nawet postawiony w stan oskarżenia. Według nieoficjalnych źródeł, był wtedy pod opieką ABW, dlatego wszystko się rozmyło.

Urzędnicy ministerstwa finansów przez lata korzystali z faktu, że sprawy się rozmywały. Dwaj inspektorzy kontroli wewnętrznej z tego ministerstwa Zdzisław Kukawski i Antoni Rybitwa, od 2002 r. monitowali przełożonych, że w resorcie działa grupa przestępcza. Wymieniali nazwiska wysokich urzędników i definiowali, na czym polega ich działalność: stosowanie upustów, korupcja itp. Kukawski – ten sam, który kontrolując w 2001 r. Urząd Skarbowy w Płocku, ujawnił początki mafii paliwowej – nie mógł przekonać do swojej wersji kolejnych szefów resortu. Popadł w niełaskę. Wysłano go na emeryturę. Dzisiaj okazuje się, że nie był nawiedzonym oszołomem, jak próbowano go przedstawiać. Wśród aresztowanych dyrektorów MF są dwie osoby, które wymieniał w swoich pismach już kilka lat temu.

Egzamin dla władzy

Lista aresztowanych wydłuża się. Siedzi już przynajmniej sześć osób do sprawy tzw. układu warszawskiego. Poza pięcioma urzędnikami ministerstwa finansów aresztowano kilkoro pracowników urzędów skarbowych z terenu Warszawy. Do jedenastu członków grupy Janusza G., ps. Graf zamkniętych jeszcze w grudniu (są wśród nich dwaj radcy prawni), dobiła ostatnio żona Grafa, Anna. Postawiono jej kilka zarzutów, w tym główny o udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Wanda K. matka Anny, twierdzi, że córka nic złego nie zrobiła, a za kraty wsadzono ją tylko po to, aby zmiękczyć Janusza. Tymczasem śledczy upierają się, że dowody przeciwko Annie G. są mocne, a sąd bez wahania zgodził się na trzymiesięczny areszt.

Dopóki zarzuty stawiano gangsterom i urzędnikom wszystko toczyło się sprawnie. Ale teraz, kiedy trzeba zapukać do drzwi polityków z wyższych półek, śledczy włączyli hamulce. Gdyby chodziło wyłącznie o działaczy SLD czy byłych członków PO, nie byłoby wahań, ale w warszawskiej ośmiornicy (rezerwujemy tę nazwę zarówno dla afery w MF, jak i dla samorządowego tzw. układu warszawskiego) podziały polityczne nie istniały. Liczyła się wyłącznie kasa, a wyciągały po nią dłonie i lewica, i centrum, i prawica. To niezły egzamin dla polityków PiS i prokuratury. Ujawniać całą prawdę, czy tylko tyle ile nam pasuje?

Artykuł Piotra Pytlakowskiego i Sylwestra Latkowskiego opublikowany na łamach tygodnika Polityka, lipiec 2006



menuline menuline menuline menuline menuline menuline
Wyszukiwarka

Film dokumentalny, Produkcja Program II TVP & TPS Studio Filmowe, czas 64 minut; produkcja 2002 rok.
Nagroda: Najlepszy Polski film dokumentalny Festiwalu Filmowego w Kazimierzu nad Wisłą 2002.


Śledczak Kamilianie Gwiazdor Pedofile
Nakręceni Pub 700 Klatka To my, Rugbiści
powered by Admin.Starla v3 CMS